Ja milczałam.
Ale dziś wszystko się zmieniło.

Moja teściowa była surowa.
Jej córka kontrolowała wydatki.
Potrafiły liczyć cudze pieniądze.
— Ilja, — powiedziałam.
— Jestem w szóstym miesiącu.
— Potrzebuję jedzenia.
— Jeśli nie będzie jedzenia, wychodzimy, — powiedział mąż.
Szliśmy na urodziny.
Kiedyś przynosiłam dużo jedzenia.
Dziś tylko kwiaty i pieniądze.
Drzwi się otworzyły.
— Przyszliście bez niczego?
— Mamy prezent, — powiedział Ilja.
— Wchodźcie, — odpowiedziała chłodno.
Teściowa siedziała.
— Spóźniliście się.
Spojrzałam na stół.
Mało jedzenia.
Prawie nic.
— Ceny rosną, — powiedziała.
— Nie jak u was.
Ilja milczał.
— Nasz prezent jest wartościowy.
Usiedliśmy.
Byłam głodna.
Wzięłam kanapkę.
— Uważaj, — powiedziała Kira.
— Jesz za dużo.
Zamarłam.
— Kira, — uśmiechnęłam się.
— Lekarz mówi, że muszę jeść.
— Ty chyba chcesz oszczędzić.
— Nie! — powiedziała teściowa.
— My się martwimy.
— Arystokraci jedzą mało.
— Arystokraci mieli gorsety, — powiedziałam.
— My jesteśmy inni.
— Znowu mądrala, — prychnęła Kira.
— Jedz, ale zostaw coś dla innych.
Ilja milczał.
— Będzie coś ciepłego? — zapytał.
— Kurczak, — powiedziała teściowa.
Minęła godzina.
Jedzenia nadal nie było.
Byłam bardzo głodna.
Wyjęłam batonik.
— Przyniosłaś swoje?
— To niegrzeczne!
— Nie dajecie jedzenia, — powiedziałam.
— Liczyliście, że my przyniesiemy.
— Wstyd! — krzyknęła teściowa.
— Katia jest w ciąży, — powiedział Ilja.
Wyjął telefon.
— Zamawiam jedzenie.
Cisza.
— Tutaj? — zapytała Kira.
— To obraza!
— Głód to obraza, — odpowiedział.
Zamówił jedzenie.
Czekali w ciszy.
Potem zmienili ton.
— Łatwo być bogatym, — powiedziała Kira.
— Można wydawać pieniądze.
Spojrzała na moje buty.
— Moje się zepsuły…
— Kira, — powiedziałam spokojnie.
— Jeśli więcej pracujesz, będziesz miała.
— Ja pracuję! — krzyknęła.
— Myjesz klatkę dwa razy w tygodniu, — powiedział Ilja.
Zadzwonił domofon.
Jedzenie przyszło.
Zapach wypełnił mieszkanie.
Kira przełknęła ślinę.
Teściowa odwróciła wzrok.
Ilja otworzył pudełko.
— Jedzcie, — powiedział.
Kira wyciągnęła rękę.
— Nie, — powiedziałam.
— Co „nie”?
— To nie dla was.
— To tłuste.
— Nie pasuje do waszej diety.
Ilja się uśmiechnął.
— Ma rację.
Zaczęliśmy jeść.
One patrzyły.
W ciszy.
— Wy się z nas śmiejecie? — zapytała teściowa.
— Wy zaczęliście, — powiedział Ilja.
— Chcieliście nas tylko dla pieniędzy.
— Jesteśmy rodziną!
— Rodzina to troska.
— Nie pasożytnictwo.
Wstał.
— Wychodzimy.
— A prezent? — zapytała Kira.
Ilja zatrzymał kopertę.
— To jest prezent.
— Lekcja.
Wyszliśmy.
Na zewnątrz było cicho.
— Jak się czujesz? — zapytał.
— Najedzona, — odpowiedziałam.
— I zła.
— Ale zadowolona.
— Koperty nie oddałem, — powiedział.
— Tam nie było pieniędzy.
— Był rachunek za pizzę.
Zaśmiałam się.
To było idealne.
Wracaliśmy do domu.
Myślałam o jednym.
Pasożyty żyją, dopóki im pozwalasz.
Dziś to się skończyło.
Pamiętajcie:
Nie bądźcie wygodne.
Bądźcie wartościowe.







