W szpitalu położniczym spotkałam byłą mojego męża. Z niemowlęciem podobnym do niego.

Wracaliśmy do domu.

Mąż trzymał dziecko.

Nagle zobaczyłam kobietę.

Patrzyła na nas.

Trzymała różowy kocyk.

Obserwowała mojego męża.

Coś się zmieniło.

Twarz Antona się zmieniła.

Wyglądał na zaskoczonego.

I zagubionego.

Czas zwolnił.

Radość zniknęła.

To była Walya.

Widziałam ją tylko na zdjęciach.

— Anton? — powiedziała.

— Co za spotkanie.

Spojrzałam na męża.

Trzymał dziecko mocno.

— Walya, — powiedział.

— Nie spodziewałem się.

Zrobiła krok bliżej.

Chciałam zabrać dziecko.

— To moja żona.

— Oksana.

— A to nasz syn.

Walya spojrzała na dziecko.

Coś było w jej oczach.

— Miło mi, — powiedziała.

— To moja córka.

— Mój mąż czeka.

Zajrzałam do środka.

Dziecko spało.

Spojrzałam na syna.

Szukałam podobieństw.

Nie znalazłam.

Ale pomyślałam jedno.

— Czy to jego dziecko?

— Ile ma dni? — zapytał Anton.

— Pięć, — odpowiedziała Walya.

— A wasze?

— Sześć, — powiedział.

Jeden dzień różnicy.

Prawie jednocześnie.

Ta myśl mnie uderzyła.

***

Siedzieliśmy w domu.

Piliśmy herbatę.

Rozmawialiśmy o dzieciach.

— Jesteśmy gotowi, — powiedział.

— Mamy wszystko.

Byłam zdenerwowana.

— A twoi rodzice?

— Nie muszą wiedzieć.

Postanowiliśmy spróbować.

Miesiąc później…

Test był pozytywny.

Ciąża przebiegała spokojnie.

Anton był obok.

Ale czasem…

Wyglądał dziwnie.

Jakby o czymś myślał.

Nie zwracałam uwagi.

Teraz jednak…

Wszystko było podejrzane.

— Może kawa? — zapytała Walya.

Spojrzałam na męża.

Był blady.

— Lepiej jedźmy, — powiedziałam.

— Dziecko musi spać.

— Rozumiem, — powiedziała.

— Zostawcie numer.

Anton się zawahał.

— To niepotrzebne, — powiedział.

Odeszliśmy.

Czułam jej spojrzenie.

W taksówce milczeliśmy.

Anton patrzył przez okno.

— Dobrze wygląda, — powiedziałam.

— Tak, — odpowiedział.

— Dawno jej nie widziałeś?

— Około trzech lat.

— Od kiedy się poznaliśmy?

— Mniej więcej.

Patrzyłam na niego.

Szukając czegoś nowego.

— Anton…

— Musimy porozmawiać.

— Nie teraz, — powiedział.

— Później.

Dojechaliśmy do domu.

Było cicho.

Położył dziecko do łóżeczka.

— Zrobię herbatę, — powiedział.

— Nie.

— Muszę wiedzieć.

Zatrzymał się.

— Co?

— To dziecko…

— Czy jest twoje?

Zamarł.

— Nie!

— Jak możesz tak myśleć?

— Jeden dzień różnicy.

— Widziałam twoją reakcję.

Usiadł.

— Przysięgam.

— To nie moje dziecko.

— Nie widziałem jej trzy lata.

— To dlaczego się bałeś?

Milczał.

— Byłem zaskoczony.

— To przypadek.

Nie byłam pewna.

— Chcę ci wierzyć, — powiedziałam.

— Ale coś jest nie tak.

— Widziałem Walję dziesięć miesięcy temu, — powiedział.

Serce mi zamarło.

— Kiedy?

— Przed decyzją o dziecku.

— To było przypadkowe spotkanie.

— Poszliśmy na kawę.

— Nic więcej.

— Dlaczego mi nie powiedziałeś?

— Nie chciałem cię martwić.

— A potem zdecydowaliśmy się na dziecko?

— To nie ma związku.

— Nie wierzę w takie przypadki.

— Nic się nie wydarzyło.

— Skąd ta pewność?

— Tylko kawa.

— Kocham ciebie.

Chciałam wierzyć.

Ale coś mnie niepokoiło.

Minął tydzień.

Przyzwyczajaliśmy się do nowego życia.

Marek był spokojny.

Starałam się zapomnieć.

Ale nie mogłam.

Pewnego dnia znalazłam wiadomości.

To był przypadek.

Tablet był otwarty.

Zobaczyłam imię Walya.

Nie chciałam czytać.

Ale przeczytałam.

— Musimy porozmawiać, — napisała.

— Nie chcę, — odpisał Anton.

— To o Alicji.

— Wiesz o co chodzi.

— Nic się nie zmieniło.

— Zmieniło się.

— Masz syna.

— Ja mam córkę.

— Muszą znać prawdę.

— Jaką prawdę?

— Naprawdę w to wierzysz?

— Nie przyjdę.

— Przyjdziesz.

— Inaczej sama przyjdę.

To było wczoraj.

Dziś o 12.

Za godzinę.

Serce mi waliło.

Co robić?

Zadzwoniłam do niego.

— Wszystko dobrze? — zapytał.

— Tak.

— Kiedy wrócisz?

— O siódmej.

— Tęsknię.

— Ja też.

Rozłączyłam się.

Podjęłam decyzję.

Zostawiłam dziecko z sąsiadką.

Pojechałam do kawiarni.

Usiadłam w rogu.

Czekałam.

Walya przyszła pierwsza.

Zamówiła kawę.

Potem przyszedł Anton.

Usiadł naprzeciwko.

Rozmawiali.

Nie słyszałam.

Ale widziałam.

Ona dała mu kopertę.

On ją otworzył.

Wyjął zdjęcie.

Jego twarz się zmieniła.

Dotknął zdjęcia.

Potem odsunął rękę.

Rozmawiali dalej.

On wstał.

Wyszedł.

Ona została.

Potem też wyszła.

Ja wróciłam do domu.

Czekałam.

Wieczorem wrócił.

— Jak dzień?

— Byłam w kawiarni, — powiedziałam.

Zamarł.

— Widziałam wszystko.

— Powiedz prawdę.

— Czy to twoje dziecko?

Usiadł.

— Nie do końca, — powiedział.

— Co znaczy „nie do końca”?

— Spotkałem się z nią.

— Piliśmy kawę.

— Rozmawialiśmy.

— Powiedziała, że chce dziecko.

— Ale jej mąż nie może mieć dzieci.

— Poprosiła mnie…

— Żebym został dawcą.

Patrzyłam na niego w szoku.

— I zgodziłeś się?

— Prosiła mnie.

— Nie mogłem odmówić.

Zrobiło mi się niedobrze.

— Dlaczego mi nie powiedziałeś?

— Nie chciałem cię martwić.

— A potem zdecydowaliśmy się na dziecko…

— Co teraz?

— Walya chce, żebym wiedział.

— Żebym widywał córkę.

— Ale odmówiłem.

— Jej mąż nie wie.

— Myśli, że to anonimowy dawca.

— Powinien wiedzieć?

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

— Nie wiem, czy mogę ci ufać.

— Ukryłeś wszystko.

— Przepraszam.

— Kocham cię.

— Nie zdradziłem cię.

— Ty i Marek jesteście najważniejsi.

— Potrzebuję czasu, — powiedziałam.

Minął miesiąc.

Najtrudniejszy w moim życiu.

Zostaliśmy razem.

Ale było ciężko.

Anton był cierpliwy.

Dbaliśmy o Marka.

Pewnego dnia wrócił wcześniej.

Przyniósł kwiaty.

I pudełko.

— Otwórz, — powiedział.

W środku był pierścionek.

— „Zawsze i na zawsze”.

— To nowa obietnica.

— Będę szczery.

— Nigdy więcej nie dam ci powodu do wątpliwości.

— Rozmawiałem z Walją.

— Nie będzie kontaktu.

— Moja rodzina to ty i Marek.

Spojrzałam na niego.

— Kocham cię, — powiedziałam.

— Dam nam szansę.

Objął mnie.

Poczuliśmy spokój.

Marek zapłakał.

Podeszliśmy do niego razem.

— Wszystko będzie dobrze, — powiedział Anton.

Przytuliłam się do niego.

To był nowy początek.