— Dostałeś pensję i znowu zaniosłeś ją mamie? Może już się tam zameldujesz? — nie wytrzymałam.

Milana siedziała w kuchni, obejmując rękami kubek zimnej herbaty.

Za oknem padał drobny deszcz.

W mieszkaniu było cicho, tylko głos Timofieja z salonu.

Znów rozmawiał z matką.

— Mamo, gdzie lepiej pojechać na wakacje? — pytał. — Milana chce Gruzję…

Kobieta ścisnęła kubek.

Trzeci telefon tego wieczoru.

Pierwszy o proszku.

Drugi o oponach.

Teraz wakacje.

— Masz rację, mamo. Turcja lepsza.

Timofiej wszedł z uśmiechem.

— Mama mówi Turcja.

Milana odstawiła kubek.

— Tima, ja chciałam Gruzję. Góry. Ciszę.

— Mama ma doświadczenie.

— Moje zdanie się liczy?

— Nie reaguj tak. Mama wie lepiej.

Milana spojrzała w okno.

Zawsze tak samo.

Następnego dnia poszli po sofę.

Milana już wybrała model.

— Ta jest dobra.

Timofiej wyjął telefon.

— Wyślę mamie.

— Po co?

— Ma doświadczenie.

Wysłał zdjęcia.

— Mamo, co myślisz?

— Jaki materiał?

— Mieszany.

— Mama mówi nie.

— Ale mi się podoba…

— Mama ma rację.

Chodzili po sklepach.

To samo.

Wieczorem:

— Musimy porozmawiać.

— O czym?

— O twojej mamie.

— I co?

— Nie podejmujesz decyzji sam.

— Mama ma doświadczenie.

— Ja jestem twoją żoną.

— Jesteś niedoświadczona.

Milana zamilkła.

Właśnie to był problem.

Milana wróciła do pokoju.

Rozmowa nic nie dała.

Z każdym dniem było gorzej.

Każda decyzja — przez mamę.

Obiad? Telefon do mamy.

Buty? Zdjęcie mamie.

Lekarz? Najpierw mama.

Milana była zmęczona.

Spróbowała jeszcze raz.

— Tima, posłuchaj mnie.

— Słucham.

— Chcę, żebyśmy decydowali razem.

— Mama mnie wychowała. Ufam jej.

— A mnie ufasz?

— Tak… ale…

Milana wyszła.

Bez sensu.

W weekend pojechali do matki.

Natalia Wiktorowna przywitała ich.

— Wejdźcie.

Przy stole mówiła bez przerwy.

Timofiej słuchał.

Milana milczała.

— Kupiłam ci sweter, — powiedziała matka.

— Dziękuję, mamo!

— Milana cię psuje.

Milana podniosła wzrok.

— Chcę, żebyśmy decydowali razem.

— Młode żony popełniają błędy, — powiedziała matka.

Timofiej się zgodził.

Coś w niej pękło.

— Oddawaj mi pensję, — dodała matka.

Cisza.

— Będę zarządzać pieniędzmi.

— Jesteśmy dorośli, — powiedziała Milana.

— Tima, co ty na to?

— Może to dobry pomysł.

— Tima!

— Mama pomoże.

— Od jutra zaczynamy.

Milana wstała.

— Muszę wyjść.

W łazience spojrzała w lustro.

Blada.

Co się dzieje?

Gdy wróciła, planowali pieniądze.

Od tego dnia wszystko się zmieniło.

Timofiej oddawał pensję mamie.

Matka dawała im pieniądze.

— Tu macie pięć tysięcy.

Upokorzenie.

Potem chciała też jej pensji.

— Nie.

— Widzisz? Skąpa.

Timofiej milczał.

Milana wyszła.

Zaczęła odkładać pieniądze w tajemnicy.

Życie stało się klatką.

Każdy zakup — zgoda.

— Po co ten szampon?

— Potrzebuję go.

— Kup tani.

Timofiej zgadzał się z matką.

Nie chciał nic zmieniać.

Kilka miesięcy temu umówili się na zakup szafy.

Stara była już zniszczona.

Timofiej obiecał dać pieniądze.

Milana znalazła model.

Dziś był dzień wypłaty.

Czekała cały wieczór.

O siódmej przyszedł.

— Dostałeś pieniądze?

— Tak.

— Super, przelej na szafę.

Timofiej milczał.

— Tima?

— Dałem mamie.

Cisza.

— Przecież się umówiliśmy…

— Zepsuła się lodówka.

— Ma emeryturę!

— Po co ma wydawać swoje?

Milana wstała.

— A nasza szafa?

— W przyszłym miesiącu.

— Jak zawsze.

— Przesadzasz.

Milana spojrzała mu w oczy.

— Znowu dałeś wszystko mamie?

— Co ty mówisz?

— Żyjesz z nią, nie ze mną!

— To moja mama!

— A ja kim jestem?

— Mama wie lepiej.

— Pomagać to jedno, oddać życie — drugie!

— Ona umie zarządzać!

— Czyli ja jestem głupia?

— Nie to miałem na myśli…

— Już powiedziałeś.

Milana poszła do pokoju.

Wyjęła torbę.

Zaczęła pakować rzeczy.

— Co robisz?

— Wyprowadzam się.

— Dokąd?

— Z dala od ciebie i twojej mamy.

— Nie rób tego!

— Muszę.

— Porozmawiajmy!

— Rozmawiałam dwa lata.

Zamknęła torbę.

— Zmienię się!

— Nie chodzi o szafę.

— To o co?

— Nie ma związku.

— Idźmy do psychologa!

— Idź z mamą.

Wyszła bez oglądania się.

Milana zeszła po schodach.

Na zewnątrz było zimno.

Wezwała taksówkę.

Pojechała do przyjaciółki.

Kolejne dni były jak we mgle.

Timofiej dzwonił.

Pisał.

Prosił, żeby wróciła.

Milana nie odpowiadała.

Po tygodniu złożyła pozew o rozwód.

Proces trwał trzy miesiące.

Każda rozprawa była farsą.

Timofiej przychodził z matką.

Matka podpowiadała mu co mówić.

— Powiedz, że przesadza…

Timofiej powtarzał.

Milana patrzyła na to.

Smutne.

— Nie rozumiem, czemu chce rozwodu, — mówił.

— Pytałem mamę, to normalne.

Sędzia przerywała.

— Proszę nie komentować.

Na trzeciej rozprawie rozwód został orzeczony.

Nie było majątku do podziału.

Milana poczuła wolność.

Timofiej dogonił ją.

— Spróbujemy jeszcze raz?

— Żegnaj.

Odeszła.

Nie spotkali się więcej.

Milana wynajęła mieszkanie.

Znalazła lepszą pracę.

Zaczęła żyć po swojemu.

Pojechała do Gruzji.

W góry.

Oddychała wolno.

Czasem o nim myślała.

Czy się zmienił?

Czy nadal z mamą?

Te myśli znikały.

Nauczyła się cenić wolność.

Niezależność.

Własne decyzje.

Pewnego wieczoru, na balkonie.

Z kawą.

Zrozumiała, że jest szczęśliwa.

Sama.

Bez kontroli.

Jej życie.

Jej zasady.

I to była najlepsza decyzja.