— O szóstej rano? I czego chciała? — Rita nie była zazdrosna, było jej po prostu nieprzyjemnie.
— Chce się spotkać, nic takiego. Nie zwracaj uwagi.

Rita i Witalij mieszkali razem trochę ponad rok.
Poznali się w pracy.
Różnica wieku była ponad piętnaście lat.
Ale oboje jej nie zauważali.
Związek zaczął się po rozwodzie Witalija.
Rita nigdy nie spotkała jego byłej żony.
Ale dużo o niej wiedziała.
— Mamy wspólne dziecko, — mówił mąż.
— I tak muszę z nią rozmawiać.
Rita kiwała głową.
Nie chciała wiedzieć więcej.
Ale on ciągle opowiadał.
— Jako matka jest dobra.
— Czasem egoistyczna.
— Ale Lena ją kocha.
— Witalij, — powiedziała spokojnie Rita.
— Po co mi to mówisz?
— Wierzę, że jest dobrym człowiekiem.
— Nie muszę wiedzieć więcej.
— Myślałem, że cię to interesuje.
— Wcale.
Rita myślała, że temat zamknięty.
Ale mąż wracał do niego.
I zaczęły się telefony.
W nocy.
Rano.
— Mamy dziecko, — tłumaczył.
— Gdybyś słuchała, wiedziałabyś.
— Co takiego się dzieje? — nie wytrzymała Rita.
— Dlaczego dzwoni codziennie?
— Dziś chciała, żebym zawiózł Lenę na uczelnię.
— Sama nie może?
— Nie rozumiesz.
— Trzeba ją wspierać.
— Rozumiem, — powiedziała przez zęby Rita.
Tego dnia mąż wrócił bardzo późno.
I był pod wpływem alkoholu.
— No i co, wsparłeś? — zapytała Rita z ironią.
Dzwoniła do niego cały wieczór.
Nie odbierał.
— Wsparłem.
— Potem przyjechała była.
— Posiedzieliśmy w kawiarni.
— Nie uważasz, że się spóźniłeś?
— W jakiej kawiarni?
— Całodobowej?
— W zwykłej.
— Potem zawiozłem ich do domu.
— Samochód Katii się zepsuł.
— Nie mogłem ich zostawić.
— A nasze plany? — zmieniła temat Rita.
Nie chciała słuchać więcej.
— Jakie plany?
— Zakupy?
— Nie poradziłaś sobie sama?
— Poradziłam.
— Taksówką z torbami.
— Ja mogę, jak widać.
Rita poszła do sypialni.
Trzasnęła drzwiami.
Mąż poszedł za nią.
— Rita, co jest?
— Obraziłaś się?
— Nic się nie stało.
— Powiedziałem ci wszystko.
— Następnym razem zabiorę cię ze sobą.
Rita milczała.
— Podwiozłem ją tylko dlatego, że jest zmęczona.
— Przytyła.
— Nogi jej puchną.
— Nie są obce.
— Ty jesteś młoda.
— Masz siłę.
— To matka mojej córki.
— A jeśli ja będę miała dziecko? — zapytała Rita.
— Też tak będziesz się mną opiekować?
Witalij się zaśmiał.
Rita poczuła ból.
I podjęła decyzję.
Następnym razem pojedzie z nim.
Następny telefon przyszedł w nocy.
Telefon wibrował długo.
Rita się obudziła.
Obudziła męża.
— Słucham, — powiedział sennie.
Długo słuchał.
— Zaraz będę, — odpowiedział.
Zaczął się ubierać.
— Jadę z tobą, — powiedziała Rita.
Mąż zamarł.
— Po co?
— To twoje życie.
— Chcę w nim uczestniczyć.
— Nie, — odpowiedział szybko.
— To nie chodzi o Lenę.
— Katia ma problemy.
— Jakie?
— Od kiedy cię to interesuje?
Wybiegł z domu.
Rita została sama.
Nie spodobało jej się to.
Ale nic nie mogła zrobić.
Witalij wrócił dopiero wieczorem.
Nie był w pracy.
— Gdzie byłeś? — zapytała Rita.
— Dzwoniłam.
— Telefon był wyłączony.
— Byłem z byłą, — odpowiedział chłodno.
— Zjesz coś?
— Nie chcesz mi powiedzieć?
— Po co?
— Ciebie to nie interesuje.
— Nie będę cię obciążał.
— Ale to wpływa na nasze życie.
— Jesteś zazdrosna? — uśmiechnął się.
— Nie, — powiedziała Rita.
Ale zazdrość była.
Minął tydzień.
Na weekend mieli plany.
Ale Witalij znów wyszedł.
— Lena potrzebuje pomocy.
Wyszedł.
Rita poszła za nim.
Ale zgubiła go w ruchu.
Wróciła do domu.
Po chwili drzwi się otworzyły.
Stał mąż.
I jego córka.
— Lena zamieszka z nami.
Dziewczyna się nie przywitała.
Usiadła na kanapie.
— Bądź dla niej milsza, — powiedział.
Rita próbowała.
Ale było trudno.
Lena stłukła kubek.
Zepsuła kran.
Rozlała kawę.
Rita się powstrzymywała.
— Powiedz jej, jak się zachować.
— Są zasady.
— Trzeba sprzątać po sobie.
— Jest jej ciężko, — powiedział mąż.
— Pokłóciła się z matką.
Rita wytrzymała.
Poszła do pracy.
Wracając — zobaczyła gościa.
— Witalij, a to… — nie zdążyła dokończyć Rita.
Kobieta odwróciła się od kuchenki.
— Poznajmy się.
— Ty jesteś Rita.
— A ja Katia.
— Co robisz w naszej kuchni?
— Gotuję.
— Nie karmisz mojego dziecka.
— Muszę zrobić to sama.
— Nie muszę, — powiedziała Rita.
— Zabieraj się i wychodź.
— Naprawdę jeszcze nie rozumiesz? — zaśmiała się Katia.
Usiadła jak u siebie.
— Ja go odzyskam.
— A ty możesz odejść.
— On o tym wie? — zapytała Rita.
— To bez znaczenia.
— Mamy rodzinę.
— Wasza rodzina dawno się rozpadła, — powiedziała Rita.
— I przez ciebie.
— Za tydzień odejdzie od ciebie.
Katia wyszła dumnie.
Rita się skrzywiła.
Podniosła pokrywkę garnka.
Wsypała sól.
Wymieszała.
Zamknęła.
— Co ona robi w naszym domu?
— Przyszła do córki.
— Nic wielkiego.
— A w kuchni?
— Chciałem, żebyś odpoczęła.
— Ona to przeszłość.
— Ty jesteś teraźniejszość.
Do kolacji usiedli wszyscy.
Rita czekała.
— Nie umiesz gotować, — powiedziała.
— Sama sól.
Kolacja się skończyła.
Katia płakała.
Rita czuła się zwyciężczynią.
Witalij ją pocieszał.
— Katia dziś zostanie.
— Jest późno.
— Może zamieszka tu na stałe? — powiedziała Rita.
— Będziemy jedną wielką rodziną?
— Katia mówiła, że jesteście razem.
Witalij zamilkł.
Rita poszła do łazienki.
Drżała.
Musiała podjąć decyzję.
***
Po dwóch godzinach wróciła spokojna.
Zmywała makijaż.
— Uspokoiłaś się? — uśmiechnął się.
— Gdzie byłaś?
— U sąsiadki.
***
Nagle — krzyk.
Wybiegli do salonu.
Katia wrzeszczała.
— Zabierzcie to!
Rita się uśmiechnęła.
— Tego się boisz?
Wzięła jednego do ręki.
— To karaluchy z Madagaskaru.
— Nieszkodliwe.
Katia wezwała taksówkę.
I uciekła.
— A jednak nocą można jeździć, — powiedziała Rita.
***
Rano.
Rita była w dobrym humorze.
Zebrała wszystkie karaluchy.
Oddała sąsiadce.
— Była już nie wróci, — powiedział Witalij.
— Dlaczego?
— Zrozumiałem.
— Kochasz mnie.
— Walczysz o mnie.
— To był test.
— Nic między nami nie ma.
Rita nic nie powiedziała.
Odprowadziła go.
Spakowała rzeczy.
Gdy wrócił — jej nie było.
Nie wybaczyła testu.
Złożyła pozew o rozwód.







