W tym mieszkaniu wszystko jest według harmonogramu,

— oświadczyła teściowa.

— Przeprosić?

— zapytała cicho.

— Wiesz co, Borys…

przeproś sam.

A ja pójdę spakować rzeczy.

— Dokąd pójdziesz o tej porze?

— Borys się zmieszał.

— Do koleżanki.

Do hostelu.

Na dworzec.

Gdziekolwiek,

byle dalej od was!

Inna Rusłanowna

zwycięsko uśmiechnęła się

do pleców synowej.

— Co to ma być,

strajk czy instalacja artystyczna?

— Nela stała pośrodku wąskiego korytarza,

wskazując na trzy miski z mokrym praniem,

które blokowały drogę do łazienki.

Inna Rusłanowna,

poprawiając na nosie okulary w rogowej oprawie,

nawet nie odwróciła głowy.

Skupiona,

wycierała ręcznikiem i tak już czysty talerz.

— To jest pranie, Neluś.

Twoje dżinsy mogą poczekać w pralce.

A ręczniki to rzecz pierwszej potrzeby,

muszą schnąć naturalnie,

żeby nie było zapachu!

— One nie wyschną tak,

jak pani chce,

bo na balkonie nie ma miejsca!

— Nela się zdenerwowała.

— Mówiłam pół godziny temu,

że muszę wyprać rzeczy na jutro.

Mam jutro ważne spotkanie na uniwersytecie.

— No cóż, droga,

— teściowa w końcu się odwróciła,

obdarzając synową słodkim uśmiechem.

— W życiu trzeba umieć ustalać priorytety.

Albo twoje dżinsy,

albo czysta kuchnia.

Ja uznałam,

że kuchnia jest ważniejsza.

— Priorytety?

— Nela zrobiła krok do przodu,

ledwo nie wchodząc do miski.

— Zrobiła pani to specjalnie.

Wystarczyło,

że nacisnęłam przycisk „Start”,

a pani od razu pobiegła

moczyć swoje nieskończone obrusy.

— Jaką podstępność mi przypisujesz,

— westchnęła Inna Rusłanowna,

przyciskając ręcznik do piersi.

— To zwykły zbieg okoliczności.

W tym mieszkaniu,

wiesz,

wszystko jest według harmonogramu,

którego,

nawiasem mówiąc,

wciąż nie możesz się nauczyć.Nela gwałtownie się odwróciła

i poszła do swojego pokoju,

trzaskając drzwiami.

Za nią dobiegło ciche,

ale wyraźne:

— Oszczędzaj zawiasy.

Nie za twoje pieniądze te drzwi kupione!

Zaraz po ślubie

Borys,

dumnie wypinając pierś,

oświadczył,

że prawdziwy mężczyzna

powinien zapewnić rodzinie oddzielne mieszkanie.

I zapewnił —

wynajął małą kawalerkę na obrzeżach.

Borys znikał w pracy,

Nela uczyła się intensywnie,

przygotowując się do dyplomu.

Jedli makaron z tanim serem,

ale mogli chodzić po mieszkaniu nawet na głowie.

Głównym celem było

udowodnić Innie Rusłanownie,

matce Borysa,

że są dorośli.

Ale życie wprowadziło swoje poprawki

w postaci nagłego wzrostu opłat za studia

na ostatnim roku.

Oszczędności,

odłożone na wynajem,

stopniały jak pierwszy śnieg.

— Nelu,

to przecież tylko na chwilę,

— przekonywał Borys,

pakując pudełka.

— Mama sama zaproponowała.

Ma dwa pokoje,

mieszka tam sama i się nudzi.

Pół roku,

maksymalnie rok —

i znowu się wyprowadzimy.— Borys,

twoja mama nie zna słowa „tymczasowo”,

— ponuro odpowiedziała wtedy Nela.

— Ona zna słowo „na zawsze”.

— Nie przesadzaj.

Ona cię lubi.

Po swojemu, oczywiście.

I tak,

po miesiącu życia pod jednym dachem,

Nela zrozumiała,

że „miłość” Inny Rusłanowny

objawia się metodycznym jej niszczeniem.

Poranek zaczął się

od donośnego barytonu znanego pieśniarza,

którego Nela organicznie nie znosiła.

Dźwięk dochodził z kuchni,

gdzie Inna Rusłanowna

z zapałem smażyła syrniki.

— Dzień dobry, Neluś!

— zaśpiewała teściowa,

gdy synowa pojawiła się w progu,

mrużąc oczy od jasnego światła.

— Słyszysz,

jaka piosenka?

Z sercem.

Nie to co twoje wycie…

— Inna Rusłanowna,

jest siódma rano,

— Nela sięgnęła po czajnik.

— Dlaczego tak głośno?

— Muzyka powinna wypełniać przestrzeń,

— pouczająco powiedziała kobieta.

— Nadaje rytm dniu.

Powinnaś się nauczyć od tego wykonawcy charyzmy,

bo Borysek zrobił się jakiś cichy.

Nela w milczeniu wyjęła telefon,

podłączyła go do przenośnego głośnika

i ustawiła głośność na maksimum.

Kuchnię wypełnił

agresywny,

rytmiczny hit pop

z absolutnie bezsensownym tekstem.

— Co to za bezczelność?

— Inna Rusłanowna upuściła łopatkę.

— Rozboli mnie głowa!

— To mój rytm dnia,

— spokojnie odpowiedziała Nela,

próbując przekrzyczeć basy.— Wyłącz to natychmiast!

Co za okropność!

— A dla mnie okropnością

jest pani szanson

o ciężkim losie.

Będziemy słuchać razem?

— No dobrze,

— Inna Rusłanowna pierwsza sięgnęła

po swój odbiornik radiowy

i wyłączyła go.

— Cisza też jest dobra.

— Zgadzam się,

— Nela wyłączyła głośnik.

W tej ciszy

spędziły dokładnie dziesięć minut.

A potem wszystko zaczęło się od nowa.

I wieczorem

ciągnęło się dalej.

— Znowu gotujesz ten makaron?

— Inna Rusłanowna

krytycznie zajrzała do garnka Neli.

— Borysek potrzebuje białka.

Ja zrobiłam pulpeciki w sosie śmietanowym,

jego ulubione,

z koperkiem.

— Borys prosił o makaron z owocami morza,

— ucięła Nela,

krojąc czosnek.

— Lubi kuchnię włoską.

— Kuchnia włoska

to fanaberia.

Mężczyzna powinien jeść domowe jedzenie.

To,

na czym się wychował.Kiedy Borys wrócił z pracy,

na stole czekały na niego dwa talerze.

Jeden — z makaronem,

pachnącym bazylią i parmezanem,

drugi — z górką pulpecików

i puszystym puree.

— Oho,

— Borys niezdecydowanie zatrzymał się przy stole.

— Jakieś święto?

— Po prostu kolacja, synku,

— Inna Rusłanowna troskliwie

przysunęła swój talerz bliżej niego.

— Jedz, póki gorące.

Pewnie cały dzień

na suchym jedzeniu.

— Borys, spróbuj najpierw makaronu,

ja sama zrobiłam sos,

— powiedziała łagodnie Nela.

Borys przeniósł wzrok

z matki na żonę.

— A mogę…

eee…

po trochu wszystkiego?

— wymamrotał,

ostrożnie siadając na krześle.

— Nie,

wybierz coś jedno,

— jednocześnie powiedziały kobiety.

— Słuchajcie,

— Borys odłożył widelec.

— W pracy zmęczyłem się jak pies.

Chcę po prostu zjeść.

Dlaczego kolacja

ciągle zamienia się w jakiś egzamin?

— Co ty, kochanie,

— Inna Rusłanowna złożyła ręce na piersi.

— Po prostu chcę wiedzieć,

czy moja praca

jest doceniana w tym domu.

— Twoja praca zawsze jest doceniana, mamo.

Ale Nela też się starała.

W końcu Borys zjadł

jednego pulpecika

i dwie porcje makaronu,

po czym powołał się

na nagłą ciężkość w żołądku

i uciekł do pokoju

pod pretekstem pilnych raportów.

— Widzisz,

— westchnęła teściowa,

chowając pulpeciki do lodówki.

— Przekarmiłaś go swoimi delicjami.

Żołądek mu zepsujesz.

Nela milcząco

wyrzuciła swój makaron do kosza.

Apetyt zniknął całkowicie.Kiedy Borys wrócił z pracy, na stole czekały na niego dwa talerze.

Jeden — z makaronem pachnącym bazylią i parmezanem, drugi — z górką pulpecików i puszystym puree.

— Oho, — Borys niezdecydowanie zatrzymał się przy stole. — Jakieś święto?

— Po prostu kolacja, synku, — Inna Rusłanowna troskliwie przysunęła swój talerz bliżej niego.

— Jedz, póki gorące, pewnie cały dzień na suchym jedzeniu.

— Borys, spróbuj najpierw makaronu, ja sama zrobiłam sos, — powiedziała łagodnie Nela.

Borys przeniósł wzrok z matki na żonę.

— A mogę… eee… po trochu wszystkiego? — wymamrotał, ostrożnie siadając na krześle.

— Nie, wybierz coś jedno, — jednocześnie powiedziały kobiety.

— Słuchajcie, — Borys odłożył widelec. — W pracy zmęczyłem się jak pies, chcę po prostu zjeść.

Dlaczego kolacja ciągle zamienia się w jakiś egzamin?

— Co ty, kochanie, — Inna Rusłanowna złożyła ręce na piersi. — Po prostu chcę wiedzieć, czy moja praca jest doceniana w tym domu.

— Twoja praca zawsze jest doceniana, mamo, ale Nela też się starała.

W końcu Borys zjadł jednego pulpecika i dwie porcje makaronu, po czym powołał się na nagłą ciężkość w żołądku.

Uciekł do pokoju pod pretekstem pilnych raportów.

— Widzisz, — westchnęła teściowa, chowając pulpeciki do lodówki. — Przekarmiłaś go swoimi delicjami, żołądek mu zepsujesz.

Nela milcząco wyrzuciła swój makaron do kosza.

Apetyt zniknął całkowicie.Historia z praniem na balkonie stała się ostatnią kroplą.

Kiedy Nela zobaczyła, że Inna Rusłanowna znowu zajęła jedyną linkę swoimi ogromnymi ręcznikami, po prostu w milczeniu je zdjęła.

Mokre, ciężkie płótna złożyła do miski i wyniosła na zewnątrz, rozwieszając je na wspólnej poprzeczce do trzepania dywanów.

— Co ty zrobiłaś? — oburzyła się teściowa.

— Wyniosłam je wyschnąć na świeżym powietrzu, — spokojnie odpowiedziała Nela, rozwieszając swoje koszulki na zwolnionym miejscu.

— Tam jest wietrzyk, szybciej wyschnie.

— Oszalałaś? Tam jest kurz! Jeżdżą samochody! Biegają psy! Moje białe ręczniki staną się szare!

— Za to moje rzeczy wyschną do rana.

Mamy jedną linkę, Inna Rusłanowna, musimy ją jakoś dzielić.

— Dzielić moje w moim własnym domu?!

— oburzyła się Inna Rusłanowna.

— Jesteś tu gościem, kochanie, nie zapominaj się!

— Ja tu mieszkam, — Nela odwróciła się do niej.

— Płacimy połowę rachunków i kupujemy jedzenie.

Jesteśmy rodziną.

A może chce pani, żebyśmy traktowali panią jak właściciela mieszkania?

W takim razie jutro sporządzę umowę i zażądam klucza do mojego pokoju.— Jak śmiesz tak do mnie mówić? Borys! Borys, chodź tutaj!

Borys natychmiast wybiegł na balkon.

— Co znowu?

— Zobacz, co robi twoja żona! — matka wskazała palcem w stronę podwórza.

— Wyrzuciła moje pranie na ulicę! Na pastwę przechodniów!

— Nie wyrzuciłam, tylko wyniosłam, — doprecyzowała Nela. — Bo na balkonie skończyło się miejsce.

— Dziewczyny, no co wy? — Borys skrzywił się z cierpieniem. — Będziecie się kłócić przez szmaty?

Nela, mogłaś poczekać parę godzin.

— Nie chcę czekać paru godzin, — ucięła Nela.

— Nie chcę czekać, aż zwolni się kuchenka, aż ktoś mi pozwoli postawić garnek tam, gdzie jego miejsce.

Chcę żyć spokojnie.

— Borysku, ona mnie w ogóle nie szanuje, — matka teatralnie przycisnęła rękę do serca.

— Daję jej dach nad głową, a ona…

— Mamo, uspokój się, — Borys objął ją za ramiona.

— Nikt cię nie wyrzuca.

Nela, przeproś, przecież człowiek się stara.

Nela spojrzała na męża.

— Przeprosić? — zapytała cicho.

— Wiesz co, Borys… przeproś sam.

A ja pójdę spakować rzeczy.

— Dokąd pójdziesz o tej porze? — Borys się zmieszał.

— Do koleżanki. Do hostelu. Na dworzec. Gdziekolwiek, byle dalej od was!

Inna Rusłanowna zwycięsko uśmiechnęła się do pleców synowej.Już dwa dni Nela mieszkała u koleżanki z roku.

Borys dzwonił po dziesięć razy dziennie, ale ona nie odbierała.

Trzeciego dnia w końcu odpowiedziała.

— Nela, wróć już.

Mama już tak nie będzie robić, nawet tej muzyki więcej nie włącza…

— Borys, nie chodzi o muzykę.

I nie chodzi o twoją mamę.

— A o co?

— O to, że stoisz pośrodku, między nami.

A ja potrzebuję człowieka, który będzie stał obok mnie.

— Ja jestem obok!

Po prostu nie chcę kłócić się z matką…

— A ja jestem twoją żoną.

Czujesz różnicę?

Wieczorem Borys przyjechał do niej.

— Rozmawiałem z nią, — powiedział, siadając na brzegu kanapy w wynajętym pokoju koleżanki.

— Poważnie rozmawiałem.

— I?

— Obraziła się.

Powiedziała, że jestem niewdzięcznym synem.

Ale powiedziałem, że tak dalej być nie może.

Albo żyjemy według jasnych zasad, albo wyprowadzamy się.

Od razu.

Nawet jeśli będziemy musieli wziąć kredyt na mieszkanie.

Nela uważnie na niego spojrzała.

— I co odpowiedziała?

— Powiedziała, że zasady są dla koszar.

Ale… zgodziła się na grafik.

I na to, że kuchnia wieczorami będzie całkowicie do twojej dyspozycji.— Borys, to nie zadziała.

Ona za tydzień zapomni o wszystkich zasadach.

— Nie zapomni.

Bo już znalazłem dodatkową pracę.

Wyprowadzimy się za dwa miesiące, Nela.

Już znalazłem małe studio.

Jest bardzo małe,

ale balkon będzie tylko nasz.

I ani jednego radia.

Nela westchnęła

i oparła czoło o jego ramię.

— Wiesz,

— szepnęła.

— Twoja mama wczoraj wysłała mi wiadomość.

— Naprawdę?

I co tam było?

Klątwy?

— Nie.

Przepis na te pulpeciki.

Napisała:

„Zapisz, przyda się”.

Borys się roześmiał.

Po trzech miesiącach

Borys i Nela w końcu przeprowadzili się do swojego studia.

Inna Rusłanowna długo płakała w progu,

wkładając im do rąk słoiki z przetworami

i zapasowe poszwy na kołdry.

Synowa i teściowa nie zaczęły się kochać,

ale przestały się kłócić.

Nela doskonale rozumiała,

że na kłótniach daleko się nie zajedzie.

I już więcej nie stawiała Borysa przed wyborem.

Bo jak można zrezygnować z matki?

Nie można,

jaka by nie była.