— Tatiano, znowu kupiłaś „Doktorską” najwyższej jakości? — głos Galiny Aleksandrowny drżał od świętego oburzenia, podczas gdy jej palce z manikiurem w kolorze „przejrzałej wiśni” zręcznie układały trzeci plaster tej właśnie kiełbasy na bułce.

— Przecież mówiłam: w „Piatioroczce” na promocji leży szynka z indyka. O czterdzieści rubli tańsza! Grosz do grosza, a będzie kokosza!
Powoli mieszałam cukier w filiżance, obserwując, jak moje śniadanie znika w czeluściach teściowej.
Galina Aleksandrowna, była wicedyrektorka szkoły, potrafiła jednocześnie żuć i wychowywać, nie tracąc rytmu.
— Galino Aleksandrowno, w tej szynce z indyka samego indyka jest tyle, co sumienia u deputowanego — same ślady — odparłam spokojnie.
— A tutaj jest mięso. Białko jest potrzebne do pracy mózgu.
— Wymądrzasz się? — teściowa zmrużyła oczy.
— Spójrz na rachunki za prąd! Wowa mówi, że wczoraj znowu włączyłaś pralkę na dwie godziny.
— Nie można wyprać ręcznie? My za swoich czasów w przeręblu co prawda nie płukałyśmy, ale też nie paliłyśmy tyle prądu.
— Trzeba oszczędzać, Taniu. Rodzina to przede wszystkim dyscyplina budżetowa.
Mój mąż, Władimir, trzydziestoośmioletni „ochroniarz strategicznego obiektu” (czyli centrum handlowego na osiedlu), siedział obok, wpatrzony w telefon.
Jego wkład w dyscyplinę budżetową ograniczał się do kupowania piwa w piątki i regularnego gubienia skarpetek.
— Mama ma rację, Tania — burknął, nie podnosząc głowy znad filmiku z kotami.
— Jesteś rozrzutna. No popatrz, Alince na urodziny upatrzyłaś prezent za pięć tysięcy.
— Po co? Kupiłabyś bon do „Letual” za tysiąc i wystarczy.
Alina, moja trzydziestoletnia szwagierka, mieszkająca z nami w moim mieszkaniu (tymczasowo, już trzeci rok), w tym momencie weszła do kuchni w jedwabnym szlafroku.
— Ej! — oburzyła się.
— Ja wszystko słyszę! Potrzebuję porządnego kremu, a nie masówki.
— Mam wrażliwą skórę, jestem twarzą rodziny!
Spojrzałam na tę „twarz”, która spała do południa, i poczułam, jak w środku przeskakuje niewidzialny przełącznik.
Oszczędzać?
Dobrze.
Będziecie mieli oszczędzanie.
Okrutne i bezlitosne.







