— Walya, co ci przeszkadza zabrać na urlop swoją siostrzenicę?
Przecież i tak lecisz sama!

Dobra, koleżanka się nie liczy.
W dzień pilnuj Weroniki, a w nocy możesz robić, co chcesz, dopóki ona śpi.
Czy to naprawdę takie trudne?
— Nie mam dodatkowych pieniędzy, Ira, rozumiesz?
Trzeba kupić wycieczkę, przejść lekarzy.
Może nie być biletów na odpowiedni termin!
Co dla mnie znaczą twoje 5 tysięcy?
Rozumiesz, że wycieczka kosztuje znacznie więcej?
Przepraszam, tym razem nie mogę spełnić twojej prośby.
Jestem zmęczona i chcę spokojnie odpocząć z koleżanką!
Ira i Walya od dzieciństwa nie miały dobrych relacji.
Starsza dokuczała młodszej i podstawiała ją przed rodzicami.
Czasami Walya miała wrażenie, że Ira czerpie przyjemność z tego, gdy ją karzą.
— No i mama cię ukarała,
— cieszyła się Ira,
— i dobrze zrobiła.
Będziesz mniej narzekać!
Uważaj, mogę wymyślić coś jeszcze gorszego.
Powiem, że wynosisz biżuterię mamy i pokazujesz ją koleżankom.
Za to cię pobiją!
Lepiej się ze mną przyjaźnij, Walya!
Siostry zaczęły się trochę lepiej dogadywać, gdy dorosły.
Mimo to Walya często nie rozumiała wymagań starszej siostry.
Ira zawsze uważała, że świat powinien kręcić się tylko wokół niej.
Do dziś 32-letnia mężatka wykorzystywała swoich rodziców.
Zostawiała dzieci na emerytach i wyciągała od nich pieniądze.
Ira zabierała meble i sprzęt, które kupowała dla rodziców Walya.
Młodsza mieszkała osobno.
26-letnia Walentyna nie miała jeszcze rodziny.
Cały swój czas poświęcała pracy i karierze.
Walya planowała w najbliższym czasie zostać kierownikiem.
Dlatego robiła wszystko, by zwrócić na siebie uwagę przełożonych.
Jak na swój wiek zarabiała bardzo dobrze.
Mogła wynajmować mieszkanie blisko centrum.
Miała samochód.
I pomagała finansowo rodzicom.
Ira również chciała mieć udział w dochodach młodszej siostry.
Ale Walya na to nie pozwalała.
Starała się nie ulegać jej żądaniom.
— Walya, potrzebuję twojej pomocy,
— zadzwoniła kiedyś Ira.
Walentyna była zaskoczona.
— O, kto się odezwał!
Trzy miesiące ciszy i nagle się pojawiasz.
Co się stało?
Po co ci jestem potrzebna?
— Ach, Walya, u nas jak zawsze problem za problemem!
Miszka przedwczoraj rozbił swój telefon.
Nie wiem po co, ale wyrzucił go przez okno.
Ich klasa jest przecież na drugim piętrze.
Oczywiście urządzenie nie nadaje się do naprawy.
Nie ma czego naprawiać!
— I co?
— zapytała Walya, dobrze rozumiejąc, do czego zmierza siostra.
— Daj pieniądze!
Trzeba kupić Miszce nowy telefon.
Drugi dzień ma histerię.
Nie mamy przez niego spokoju!
Ma tam zadania szkolne.
I czaty klasowe.
Różne grupy.
Korepetytor wysyła mu zadania w komunikatorze.
Ogólnie bez telefonu jak bez rąk.
Walyi nie chciało się pomagać siostrze.
Ale zrobiło jej się żal siostrzeńca.
Rzeczywiście, dziś trudno żyć bez smartfona.
Zwłaszcza jeśli jesteś uczniem albo studentem.
— Dobrze,
— zgodziła się Walentyna,
— pojedźmy jutro do sklepu i coś dla niego wybierzemy.
Jestem wolna od jedenastej do pierwszej.
— Dobrze,
— zgodziła się Ira,
— pojedźmy.
Dziękuję ci, Walya.
Bardzo mi pomogłaś.
Siostry spotkały się w centrum handlowym.
Walya poganiała Irę.
— Tylko proszę, nie chodźmy po wszystkich salonach.
Wejdźmy do jednego i tam kupmy.
Muszę jeszcze jechać do pracy na drugi koniec miasta.
— Oczywiście,
— zapewniła Ira,
— szybko to załatwimy.
Ira przez godzinę biegała po salonach telefonicznych.
W jednym nie podobał jej się wybór.
W drugim sprzedawcy byli zbyt nachalni.
A w trzecim — przeciwnie — zbyt obojętni.
— Świetny model,
— zapewniał sprzedawca w piątym z kolei salonie,
— wasz ósmoklasista będzie zachwycony.
Ten smartfon jest teraz najmodniejszy wśród młodzieży.
W niczym nie ustępuje „Apple”.
Aparat jest znakomity.
Robi zdjęcia w najmniejszych detalach.
Kolory są w pełni zachowane.
Główna cecha tego smartfona — proszę spojrzeć — składa się jak książka!
Ira skinęła głową.
— Rzeczywiście, dobry.
Bierzemy!
Walya, która do tej pory oglądała asortyment, podeszła do witryny.
Gdy zobaczyła cenę, zamarła.
Chwyciła siostrę za rękę i odciągnęła ją na bok.
— Zwariowałaś?
120 tysięcy?
Telefon za 120 tysięcy dla dziecka z ósmej klasy?
Nie kupię go!
— Walya, czemu jesteś taka skąpa?
Przecież powiedział, że model jest świetny i modny.
Zobacz, ile ma funkcji!
Widziałeś kiedyś telefon, który się składa?
Dlatego tyle kosztuje.
Dla ciebie co to jest 120 tysięcy?
Pół miesiąca pracy!
Naprawdę szkoda ci dla siostrzeńca?
— Szkoda mi, Ira,
— wybuchła Walya,
— ja nie drukuję pieniędzy!
Zarabiam je ciężką pracą.
I nie masz pojęcia, jak ciężką.
Twój budżet to 20 tysięcy.
Nie wydam ani grosza więcej.
Siostry pokłóciły się w sklepie.
Ira, nie patrząc na Walyę, wskazała pierwszy lepszy telefon za 18 tysięcy.
— Ten.
Ona zapłaci,
— powiedziała Ira i wyszła.
Walya była wstrząśnięta bezczelnością siostry.
Ira w ogóle się nie zmieniła.
Taka sama była w dzieciństwie.
Ira pozwalała sobie na zbyt wiele.
Starsza siostra sprzedała rower młodszej.
Walya, na swoje nieszczęście, trzymała go w garażu rodziców.
Gdy zniknięcie zostało odkryte, Walentyna zadzwoniła do Iry.
— To był twój?
Nie wiedziałam, że jeździsz na rowerze.
Ojciec powiedział, żeby posprzątać garaż.
Zbędne rzeczy oddać na złom.
Śmieci wyrzucić.
Pojechaliśmy z mężem.
Zobaczyliśmy rower.
Pomyślałam, że to stary ojca.
— Zwariowałaś?
— krzyknęła Walentyna.
Jak mogłaś pomylić sportowy rower z tym starym?
Kupiłam go za 40 tysięcy!
Oddaj pieniądze!
Albo kup taki sam!
— Daj mi spokój,
— oburzyła się Ira.
Dlaczego mam ci coś kupować?
To twój rower, trzeba było trzymać go u siebie.
Zrobiłam to, co mi kazano.
Nic ci nie oddam.
Sama jesteś winna.
Ira zabrała też sprzęt od rodziców.
Multicooker i mikrofalówkę, które kupiła Walya.
Gdy Walya przyszła do rodziców, od razu to zauważyła.
— Mamo, znowu Ira była?
Nie kupuję tego dla niej, tylko dla was!
Czy oni sami nie mogą kupić?
— Nie denerwuj się, córko,
— powiedziała matka.
Ira mówi, że nie ma pieniędzy.
Ich mikrofalówka się zepsuła.
Bez niej jest trudno.
Mała Weronika je rano owsiankę.
Po jakimś czasie Ira znowu poprosiła o pieniądze.
— Podyktować ci numer karty?
— Nie trzeba.
Przelałam ci 3 tysiące.
— Dziękuję!
Oddam, jak dostanę pensję.
— A kiedy masz urlop?
— Za dwa tygodnie.
— Lecimy z koleżanką do Turcji.
— Weź ze sobą moją córkę!
— Nie mogę,
— odpowiedziała Walya.
To nie jest odpoczynek z dzieckiem.
Nie mam pieniędzy.
Nie ma czasu.
— To nic trudnego!
— nalegała Ira.
W dzień pilnuj dziecka.
W nocy wychodź.
Walentyna rozłączyła się.
Ira śmiertelnie się obraziła.
Poskarżyła się rodzicom.
Walya świetnie odpoczęła.
Po powrocie dowiedziała się, że rodzice kupili dzieciom obóz.
Siostry już ze sobą nie rozmawiają.
Walentyna zdecydowała, że nie będzie już pomagać.
Rodzice obiecali, ale Walya nie wierzy, że coś się zmieni.







