— Czy pani postradała zmysły, Antonino Michajłowna? I kogo pani postanowiła poprosić o pomoc?
Zapomniała pani już, jak wystawiła nas pani z mężem pięć lat temu?

Prawda, po co o tym pamiętać? — oburzyła się synowa, nie wierząc, że teściowa się na to odważyła.
— Larisoczko, a gdzie Boria? — matka męża zmieszała się, słysząc, że słuchawkę podniósł nie syn.
Zaczęła mówić w nienaturalny dla siebie sposób — przymilnie i błagalnie.
Larisa pomyślała, że się przesłyszała. Teściowa? Po tylu latach?
Ale spojrzawszy na telefon męża, upewnila się, że to rzeczywiście jego matka.
— Antonino Michajłowna! Czy to naprawdę pani? Ile to lat, ile zim? — synowa zignorowała jej pytanie.
— A skąd to pani o nas sobie przypomniała? Pewnie jakaś pomoc jest potrzebna? Tak?
Pięć lat z mężem pani nie widzieliśmy i nie słyszeliśmy. I chwała Bogu!
I nagle taka niespodzianka! Z jakiego to powodu?
Larisa celowo mówiła takim tonem, aby teściowa zrozumiała — nie wybaczyła im i nie zamierza tego robić.
— Lariso, wciąż mi nie powiedziałaś — gdzie jest Boris?
Dzwonię na jego komórkę, mając nadzieję usłyszeć głos własnego syna — teściowa udawała, że nie widzi sarkazmu.
— A właśnie, że nie powiem! I proszę nas nie niepokoić, Antonino Michajłowna.
Świetnie sobie pani radziła bez nas przez te lata, więc i dalej jakoś pani sobie poradzi.
Ani pani, ani pani problemy nie są nam potrzebne!
— Co ty wygadujesz, Lariso? Rozumiem, że kiedyś się pokłóciliśmy, ale nie można tego wspominać całe życie.
I zachowywać się tak po chamsku. Nie bez powodu mówiłam Boreńce, że brakuje ci taktu.
Zresztą, skąd miałby się wziąć, skoro dorastałaś w domu dziecka?
— To dlaczego pani dzwoni do takiej nietaktownej synowej? — z żalem wyrzuciła Larisa.
— Nie ma dla pani Borisa. Skreśliła go pani ze swojego życia dawno temu.
Wtedy, gdy on jeszcze rozmawiał z panią po ludzku. Córkę pani faworyzowała, a synowi tylko rzucała kłody pod nogi.
To wszystko, rozmowa skończona!
Larisa rozłączyła się, nie dając Antoninie Michajłownie powiedzieć ani słowa więcej.
„Nie bez powodu ta stara jędza zadzwoniła. Widocznie przycisnęło ją i pomoc synka stała się potrzebna”.
Pomyślała ze złością kobieta, wspominając konflikt sprzed pięciu lat.
Wtedy Antonina Michajłowna ogłosiła im, że oddaje dom babci, obiecany dawno Borisowi, swojej córce Wierze.
Chociaż Wiera otrzymała już od rodziców pokaźny prezent ślubny — pieniądze ze sprzedaży mieszkania dziadka.
Kiedy Boris wrócił z garażu, Larisa opowiedziała mu o telefonie matki.
— Wyobrażasz sobie, przypomniała sobie o tobie. Skąd ona ma czelność? — mówiła emocjonalnie Larisa.
— A czego ona chciała? — zapytał smutno Boris.
— Nie mam pojęcia. Chciała rozmawiać z tobą.
— Zatem jeszcze oddzwoni. Skoro odezwała się po tak długim milczeniu, to na pewno nie bez powodu.
Antonina Michajłowna zadzwoniła godzinę później. Boris odebrał.
— I co? Czym cię tym razem zaskoczyła i uradowała matka? — zapytała żona, gdy skończył rozmawiać.
— Płacze, bierze na litość. Mówi, że ojciec poważnie zachorował i potrzebne są pieniądze na opiekunkę.
— Jaka urocza! Pieniądze są potrzebne! Nam też są potrzebne.
Gnieździmy się z dziesięτletnim synem w małym mieszkanku. Może my też powinniśmy do kogoś zadzwonić i pojęczeć?
— Matka mówi, że prosiła Wierkę o pomoc, a siostra odmówila. Mówi, że ma własne problemy.
— Kto by wątpił! A teściowa oddała Wierce wszystkie pieniądze i dom babci w dodatku.
Liczyła, że córeczka zajmie się nimi na starość. A tu proszę — siostra okazała się niewdzięczna.
— Tak, masz rację. Matka mówi, że dom babci sprzedali na wesele Iwana.
A potem oddali im wszystkie oszczędności na czarną godzinę, bo Wierka tak nalegała.
— Tutaj mnie wcale nie zdziwiłeś. Pytanie brzmi — czego teściowa chce από nas?
— Chce, żebyśmy pomogli finansowo. Żeby mogła wynająć opiekunkę dla ojca i sama pójść na operację.
— Pieniędzy im się zachciało? A figę z makiem?
Zapomniałeś, jak cię wykiwali z spadkiem? Pomogli siostrze już trzy razy.
Boris milczał. Było mu żal rodziców, ale uraza w duszy nie pozwalała mu im wybaczyć.
— Co powiedziałeś Antoninie Michajłownie? — dopytywała Larisa.
— Co mogłem powiedzieć? Skąd mamy wziąć pieniądze?
— I słusznie. Na razie nic nie mów. Ja sama wszystko powiem.
Następnego dnia Larisa sama zadzwoniła do teściowej.
— Antonino Michajłowna, słyszałam, że postanowiła pani prosić nas o pomoc? — zaczęła pewnie.
— Och, Lariso, po co tak mówisz? Los nas już ukarał. Nie mam kogo innego prosić.
— Dziwne, a myślałam, że tylko córka jest pani bliska — kontynuowała Larisa.
— Dobrze, znajdziemy dla pani pieniądze. Ale pod jednym warunkiem.
— Pod jakim? — teściowa była zdezorientowana.
— Przepisze pani prawo własności do swojego dwupokojowego mieszkania na syna Borisa.
— Jak to? A Wiera? To przecież powinien być wspólny spadek dla dzieci.
— Spadek? W takim razie nie mamy o czym rozmawiać. Proszę kierować prośby do córki.
— Nie, Lariso, czekaj… Rozumiem. Zgadzam się.
W najbliższych dniach Larisa i Boris pożyczyli potrzebną kwotę i pojechali do notariusza.
Matka przepisała mieszkanie na syna. Ojciec również wyraził zgodę.
Kiedy siostra Borisa się o tym dowiedziała, urządziła skandal, ale oni zablokowali jej numer.
Wkrótce teść zmarł. Teściowa po operacji długo dochodziła do siebie i nie narzucała się im.
Ale pewnego dnia wydarzyło się coś, czego się nie spodziewała.
— Antonino Michajłowna, proszę opuścić nasze mieszkanie. Wystawiamy je na sprzedaż.
— Jak to opuścić? A ja gdzie pójdę? Myślałam, że dożyję tu spokojnie do końca…
— Nie, tak się nie umawialiśmy. Mieszkanie jest nasze, więc proszę się wyprowadzić. Szybko!
— Ale dokąd? — teściowa niemal płakała.
— To nie mój problem. Może do córki? Przecież tyle pani dla niej zrobiła.
Antonina Michajłowna została zmuszona przenieść się do córki, która była wściekła.
Boris i Larisa sprzedali oba mieszkania, kupili jedno trzypokojowe i żyją teraz szczęśliwie.







