Nastya właśnie sprzątała lodówkę, kiedy jej mąż niespodziewanie pojawił się w progu kuchni.

— Nikołaj, dlaczego jesteś dziś tak wcześnie? — zapytała ze zdziwieniem.

— Cześć, kochanie! Wziąłem wolne. Zapomniałaś, dokąd jedziemy jutro?

Nastya przez chwilę myślała, a potem wyraźnie posmutniała.

— Już jutro?.. — powiedziała cicho. — Może przełożymy wyjazd?

— Nawet o tym nie myśl! — odpowiedział stanowczo. — Przekładaliśmy to już trzy razy. Chodź, pakuj się — jedziemy na wieś.

Przyszła teściowa Nastyi mieszkała daleko — około dwustu kilometrów od ich miasta.

I właśnie ta odległość przez długi czas chroniła dziewczynę przed koniecznością poznania jej.

Za każdym razem, gdy Nikołaj wybierał się do matki, Nastya natychmiast znajdowała „ważne powody”: a to kursy, a to złe samopoczucie, a to pilna praca.

Ale szczerze mówiąc, sama też nie miała wielkiej ochoty na to spotkanie.

Przyjaciółki, które miały już doświadczenia z teściowymi, opowiadały historie dalekie od optymistycznych.

U jednej teściowa przychodziła codziennie i milcząco sprawdzała czystość mieszkania, uważnie oglądając każdy kąt.

U innej — nieustannie wtrącała się w wychowanie wnuka, przekonana, że wie lepiej.

Krótko mówiąc, Nastya nie spodziewała się niczego dobrego po tym poznaniu.

Jedyną pociechą było to, że teściowa mieszkała daleko.

I skoro przez cały ten czas nigdy sama nie przyjechała, to może tak zostanie…

Ale wcześniej czy później trzeba było tam pojechać.

I w końcu ten dzień nadszedł.

Kiedy wraz z Nikołajem dotarli na wieś, otworzył bagażnik i wyciągnął torby z podarunkami.

Weszli na podwórko i w tej samej chwili naprzeciw nich wyszła niewysoka kobieta z życzliwym uśmiechem — Nina Iwanowna.

Nastya, widząc ją, poczuła ku swojemu zdziwieniu, że napięcie zniknęło i sama mimowolnie się uśmiechnęła.

Teściowa przywitała ją tak ciepło, jakby znały się od lat: od razu nazwała ją „córeczką”, posadziła przy stole i nakładała najsmaczniejsze kąski.

A swojemu synowi zaczęła wydawać polecenia:

— Idź, przynieś Nastyi bardziej miękką poduszkę…

Sam idź do ogródka, ona nie powinna dźwigać ciężarów, jeszcze ma urodzić…

I uważaj, nie kłóć się z Nastyją!

Nikołaj tylko się śmiał — z boku wyglądało na to, że matka bardziej martwi się o synową niż o niego samego.

Kiedy wrócili do miasta, Nastya dzieliła się wrażeniami z przyjaciółkami.

Ale one tylko machały ręką: mówiły, żeby nie wierzyła, że to ona tylko udaje, a po ślubie wszystko się zmieni.

Pobrali się.

Czas mijał — a nic się nie zmieniło.

Teściowa, jak była miła i troskliwa, taką pozostała.

Żyła swoim życiem na wsi, rzadko przyjeżdżała, czasami dzwoniła i zapraszała w gości — żeby pooddychać świeżym powietrzem.

Kiedy Nastya przyjeżdżała, nie pozwalali jej nic robić, namawiali do odpoczynku — przecież spodziewała się dziecka.

Nastya nawet sama szukała sobie zajęć, żeby nie siedzieć bezczynnie, chociażby ugotować obiad.

Kiedy urodził się syn, Nina Iwanowna nalegała, żeby przywieźli go do niej przynajmniej na miesiąc.

Tam i powietrze jest czystsze, i są własne produkty, i Nastyi będzie lżej.

I rzeczywiście, na wsi Nastya poczuła się spokojnie i przytulnie, jak pod niezawodną ochroną.

Nawet praca w ogródku wydawała się odpoczynkiem.

Dziecko wspaniale spało na świeżym powietrzu, a ona miała czas, żeby trochę odetchnąć.

A z Niną Iwanowną mogły godzinami rozmawiać, śmiać się, dzielić przemyśleniami — jakby nie były teściową i synową, a bliskimi przyjaciółkami.

Po miesiącu Nastya wcale nie chciała wyjeżdżać.

Chętnie zostałaby tam jeszcze na długo.

I sama nie zauważyła, kiedy zaczęła nazywać Ninę Iwanowną nie po imieniu, a mamą.

Wróciwszy do miasta, spotkała się z przyjaciółką Olenką, a ta od razu zapytała:

— No i jak? Co tam twoja teściowa?

— Olenka, ja nie mam teściowej, tylko prawdziwy skarb!

— Daj spokój!

Tacy ludzie nie istnieją.

Wszystkie martwią się o swoich synów i uważają, że synowe, które im się trafiły, nie są odpowiednie.

— A moja martwi się nie o syna, tylko o naszą rodzinę.

Żebyśmy żyli w pokoju i zgodzie, żebyśmy nie kłócili się i znajdowali czas na odpoczynek.

Ona mówi, że jeśli kobieta nie będzie dbała o siebie, to źle będzie całej rodzinie.

— Nastya, pewnie przesadzasz…

— Wierz lub nie, nie obchodzi mnie to.

Oczywiście ludzie są różni.

Ale my nie mamy powodów, żeby coś dzielić.

Każda zna swoje miejsce i to jest cały sekret.

Nastya uśmiechnęła się zamyślona i dodała:

— Kiedy mój syn dorośnie i się ożeni, też postaram się zostać dobrą teściową dla jego żony.

Może tak właśnie powstanie łańcuch dobrych teściowych.

A ty spróbuj też znaleźć wspólny język ze swoją — przecież nie jesteście rywalkami.

Po prostu kochacie tę samą osobę, tylko każda na swój sposób…