„Nie będziesz opiekować się moją matką — przywalę ci! Gotuj, pierz i sprzątaj!” — bezczelnie oświadczył mąż.

— Ty całkiem zwariowałaś? — Andriej rzucił telefon na stół tak, że ekran mignął i

zgasł. — Moja matka trzeci dzień siedzi sama, a ty gdzie się włóczysz?

Katia zamarła w drzwiach, torby z zakupami ciążyły jej w rękach.

Grudniowy wieczór pochłonął już całe światło za oknem, w przedpokoju było ciemno,

tylko z kuchni przebijała się żółtawa smuga światła.

— Byłam w pracy. Potem poszłam do sklepu, — postawiła torby na podłodze, palce

zdrętwiały od ciężaru. — Co się stało?

— Co się stało? — wyszedł z kuchni, a ona zobaczyła jego twarz — czerwoną, złą,

obcą. — Matka dzwoniła, narzekała. Mówi, że wczoraj nawet do niej nie wpadłaś. A obiecałaś.

Katia zdjęła kurtkę, powiesiła ją na wieszaku.

Ręce jej drżały.

Wczoraj naprawdę nie pojechała.

Siedziała w pracy do dziewiątej wieczorem, kończąc raport.

— Andriej, pracowałam do późna…

— Mam gdzieś twoją pracę! — podszedł bliżej. — Nie będziesz opiekować się moją matką — przywalę ci! Gotuj, pierz i sprzątaj! Rozumiesz, że ona jest sama?

Katia cofnęła się.

Nie poznawała go.

Kiedy się to zaczęło?

— Twoja mama radzi sobie sama, — powiedziała cicho. — Ma dopiero sześćdziesiąt dwa lata…

— Zamknij się! — wrzasnął. — Będziesz do niej jeździć codziennie. Sprzątać, gotować. Bez wymówek!

Wyszedł.

Katia została sama.

W głowie przewijały się obrazy ostatnich tygodni.

Teściowa dzwoniła codziennie.

Narzekała.

A wszystko zaczęło się od tamtej wizyty.

Katia przyjechała z ciastami.

— Z twarogiem? Ja nie jem twarogu! — powiedziała teściowa.

A potem:

— Za rzadko przyjeżdżasz.

— Może pani do nas przyjechać…

— Ja mam jeździć? Jestem chora!

Chora?

Dwa dni wcześniej była na jodze.

Ale Katia milczała.

Wieczorem Andriej zrobił awanturę.

— Będziesz jeździć codziennie!

I tak się zaczęło.

Kontrola.

Pretensje.

I zawsze coś było źle.

— Jutro pojedziesz do mamy rano, — powiedział.

— Mam plany…

— Nie masz żadnych planów poza opieką nad moją matką!

W nocy Katia nie spała.

Myślała, kiedy wszystko się zmieniło.

Wrzesień.

Awans.

I rozmowa:

— Karierowiczki nie są dobrymi żonami.

— Trzeba coś zmienić.

I zmienił.

Pretensje.

Wymagania.

A matka:

— Powiedz jej, żeby robiła swoje obowiązki.

I on mówił.

Katia odwróciła się na bok.

Za oknem padał śnieg.

Myślała: czy jest wyjście?

Rano pojechała do teściowej.

Gotowała.

Słuchała.

Teściowa z koleżanką planowały:

— Trzeba go poznać z kimś innym.

Przy niej.

Katia zrozumiała.

Chcą ją usunąć.

Wyszła.

Wiadomość:

„Mama mówi, że byłaś niegrzeczna.”

Wtedy zdecydowała.

Dość.

Pojechała do siostry.

— To się nie zmieni, — powiedziała siostra.

— Co mam zrobić?

— Chroń siebie.

Wieczorem rozmawiali.

— Nie widzisz, co się dzieje?

— Mama chce dobrze…

— Chce mnie usunąć.

Cisza.

— Muszę to przemyśleć, — powiedział.

Rano:

— Dziś nie jedź. Ja pojadę.

Wieczorem:

— Rozmawiałem z nią…

— I?

— Coś jest nie tak.

— Ona zmusza cię do wyboru.

— Tak…

— Przepraszam.

Katia spojrzała na niego.

— I co teraz?

— Chcę to zmienić.

Cisza.

Za oknem padał śnieg.

— Spróbujmy, — powiedziała.

I pierwszy raz od dawna wziął ją za rękę.