„Nie widzę problemu, mieszkanie jest moje, kochanie! Więc możesz spakować swoje rzeczy razem z mamą i żyć tak, jak ona chce.”

Elena stała przy oknie, obserwując, jak ostatnie promienie słońca malują ściany

mieszkania w ciepłych barwach.

Delikatnie przesunęła dłonią po starej, rzeźbionej ramie — pamiątce po babci, tak

jak całe to przytulne mieszkanie w spokojnej dzielnicy Moskwy.

Tutaj minęło jej dzieciństwo.

Tutaj dorastała.

I tutaj przyprowadziła męża po ślubie.

— Jak dobrze, kiedy jest cicho — wyszeptała Elena.

Ciszę przerwał dźwięk klucza w zamku.

W drzwiach pojawił się Dmitrij.

— Lenoczka, jestem w domu.

— Wszystko dobrze — uśmiechnęła się Elena. — Kolacja prawie gotowa.

Po kilku minutach zadzwonił dzwonek.

Elena już wiedziała, kto to.

— Dzień dobry, Galino Pietrowno.

— Ile razy mam powtarzać — jestem dla ciebie mamą!

Teściowa weszła bez zdejmowania butów.

— Dima w domu?

— Dopiero przyszedł.

— Co ci się tu przypala?

— Nic.

Dmitrij wyszedł.

— Mamo, czemu bez uprzedzenia?

— Mam się umawiać, żeby odwiedzić syna?

Galina Pietrowna usiadła jak u siebie.

— Schudłeś.

— Lena świetnie gotuje.

— Jakoś nie widzę.

Elena milczała.

Trzy lata nauczyły ją ignorować.

— Potrzebujecie remontu — powiedziała teściowa.

— Skończyliśmy rok temu.

— To nic.

Dimie potrzebny jest gabinet.

— Co?

— Możecie przerobić sypialnię.

— Nie planowaliśmy tego.

— To twój problem, synku!

Elena poczuła złość.

— Najpierw zjedzmy.

— Zawsze odkładasz!

— Powiedz jej, Dima!

— Może warto pomyśleć…

— Serio?

— Potrzebuję miejsca.

— Widzisz? — triumfowała teściowa.

— To moje mieszkanie!

— Ale jesteś mężatką.

— Zróbmy zmiany już teraz!

Teściowa weszła do sypialni.

Otwierała szuflady.

— Ile tu śmieci!

— Proszę przestać!

— Trzeba to wyrzucić!

— To pamiątki!

— Jak ty się odzywasz?

— Dosyć!

— To mój dom!

— Ona tobą rządzi!

— Mama ma rację…

Elena poczuła zdradę.

— Chcesz gabinet?

— Tak.

— To nie widzę problemu.

Pakuj się.

Cisza.

— Mówisz poważnie?

— Tak.

— Przez jakiś gabinet?

— Przez brak granic.

— Jak śmiesz?

— Proszę wyjść.

Następnego dnia teściowa wróciła.

— Jak mogłaś?

— Proszę wyjść.

— Jesteś mężatką!

— Więc idź do swojego domu.

Elena otworzyła drzwi.

— Wyjdź.

— Co robisz?! — krzyknął Dima.

— Albo szanujemy granice, albo się rozstajemy.

Drzwi się zamknęły.

— Jak mogłaś?

— A twoja matka?

— To nasz dom!

— To mój.

— Myślisz tylko o mieszkaniu!

— Nie.

Nie szanujesz mnie.

Elena otworzyła szafę.

Wyjęła walizkę.

— Co robisz?

— Pakuję twoje rzeczy.

— Zwariowałaś?

— Nie.

— Porozmawiajmy.

— Nie.

Ty zawsze wybierasz matkę.

Elena złożyła pozew o rozwód.

— Zmienię się.

— Za późno.

Rozwód był szybki.

Elena poczuła ulgę.

Spojrzała na zdjęcie babci.

— Miałaś rację.

Życie się uspokoiło.

Dima wrócił.

— Mogę wejść?

— Nie.

To już zamknięty rozdział.

Elena się uśmiechnęła.

Stała się kobietą, którą chciała być.