Olga zastygła pośrodku przedpokoju,
jeszcze nie zdejmując płaszcza.
W ręce trzymała torbę z dokumentami,
które przyniosła z biura,
żeby dokończyć je w domu.
Aleksiej stał w progu salonu, zagradzając jej drogę.
Na jego twarzy błąkał się zarozumiały uśmieszek,
którego Olga nauczyła się nienawidzić przez ostatnie trzy lata ich małżeństwa.
— Co powiedziałeś? — zapytała ponownie, mając nadzieję, że się przesłyszała.
— Doskonale wszystko usłyszałaś — Aleksiej zrobił krok do przodu.
— Jutro masz wypłatę.
Przelejesz wszystko na moją kartę.
BEZ DYSKUSJI.
Olga powoli powiesiła płaszcz w szafie, starając się opanować drżenie rąk.
To nie był pierwszy raz.
W ciągu ostatniego roku Aleksiej coraz częściej domagał się jej pieniędzy
— to na „ważne spotkanie z partnerami”, to na „perspektywiczny projekt biznesowy”,
a czasem po prostu dlatego, że „mężczyzna powinien zarządzać rodzinnym budżetem”.
— Aleksiej, przecież się umawialiśmy.
Mam zobowiązania — kredyt hipoteczny za mieszkanie moich rodziców, leczenie ojca…
— NIC mnie nie obchodzą twoje zobowiązania! — przerwał jej mąż.
— Twój ojciec jest dorosłym facetem, niech sam o siebie dba.
A ty jesteś moją żoną i twoja wypłata to nasze wspólne pieniądze.
— Wspólne? — Olga weszła do kuchni, starając się nie patrzeć na męża.
— Przypomnij mi, kiedy ostatni raz przyniosłeś do domu choćby jedną kopiejkę?
Aleksiej poszedł za nią.
— JA TWORZĘ biznes!
To wymaga czasu i inwestycji!
A ty zamiast wspierać męża, czepiasz się swoich żałosnych groszy!
Olga włączyła czajnik i wyjęła z szafki filiżankę.
Jej ręce wciąż drżały, ale starała się zachować spokój.
— Żałosne grosze?
Pracuję jako główna księgowa w firmie budowlanej.
Moja pensja to nie są grosze, Aleksiej.
To pieniądze, z których żyjemy od dwóch lat.
— Właśnie! — wykrzyknął.
— Masz dobrą pensję, więc dlaczego ja mam żebrać o każdą kopiejkę?
Jestem twoim MĘŻEM!
Olga nalała wrzątku do filiżanki i odwróciła się do Aleksieja.
W jego oczach nie zobaczyła ani miłości, ani troski — tylko chciwość i pogardę.
— W zeszłym miesiącu dostałeś dwieście tysięcy na swój „projekt”.
Gdzie są te pieniądze?
— To nie twoja sprawa! — warknął Aleksiej.
— Nie mam obowiązku się przed tobą tłumaczyć!
— Ale ja mam obowiązek oddawać ci całą swoją wypłatę?
— TAK! — wrzasnął.
— Bo ja jestem głową rodziny!
I przestań się kłócić!
Jutro czekam na przelew na kartę.
CAŁĄ kwotę!
Aleksiej odwrócił się i wyszedł z kuchni.
Minutę później trzasnęły drzwi wejściowe — wyszedł, jak zwykle, do swoich „partnerów biznesowych”.
Olga usiadła na krześle.
Filiżanka z herbatą stygnęła na stole, ale było jej wszystko jedno.
Myślała o tym, jak doszła do takiego życia.
Mądra, wykształcona kobieta, która pozwala mężowi się poniżać i żądać pieniędzy jak jakiś wymuszacz.
***
Następnego ranka Olga obudziła się sama — Aleksiej nie wrócił na noc.
Zdarzało się to coraz częściej i ona już nie pytała, gdzie spędza noce.
Odpowiedź zawsze była jedna.
„Załatwiałem ważne sprawy biznesowe”.
W pracy dzień ciągnął się nieskończenie.
Olga mechanicznie sprawdzała dokumenty, sporządzała raporty, ale myśli wracały do wczorajszej rozmowy.
Podczas przerwy obiadowej do jej gabinetu zajrzała koleżanka Marina.
— Ol, jesteś dziś jakaś blada.
Wszystko w porządku?
Olga chciała jak zwykle machnąć ręką i powiedzieć, że wszystko dobrze.
Ale niespodziewanie dla samej siebie rozpłakała się.
Marina zamknęła drzwi gabinetu i objęła przyjaciółkę.
— Opowiadaj, co się stało.
I Olga opowiedziała.
O żądaniach Aleksieja.
O jego „projektach biznesowych”, które z jakiegoś powodu wciąż nie przynoszą dochodu.
O tym, jak pogardza jej pracą i uważa jej sukcesy za swoją zasługę.
— Poczekaj — przerwała jej Marina.
— Twój Aleksiej to ten sam Lesza Pietrow, który pół roku temu proponował naszemu dyrektorowi jakiś dziwny schemat z dostawami?
— Co? — Olga podniosła zapłakane oczy.
— O czym ty mówisz?
— Tak, Wiktor Pawłowicz wtedy jeszcze się śmiał.
Mówił, że przyszedł jakiś kombinator i obiecywał złote góry, jeśli firma zainwestuje w jego „projekt”.
Tylko że żadnego projektu nie było, same piękne słowa.
Wiktor Pawłowicz go wyrzucił.
Olga przypomniała sobie, jak pół roku temu Aleksiej prosił ją, żeby „szepnęła słówko” dyrektorowi.
Odmówiła, mówiąc, że nie chce mieszać spraw prywatnych z pracą.
Mąż zrobił wtedy ogromną awanturę i oskarżył ją o to, że w niego nie wierzy i go nie wspiera.
— Marino, a jeśli… jeśli żadnego biznesu nie ma? — wyszeptała Olga.
— A gdzie w takim razie znikają pieniądze, które mu dajesz?
To pytanie zawisło w powietrzu.
Olga przypomniała sobie nowy drogi telefon męża, jego częste „biznesowe kolacje” w restauracjach, z których wracał pijany, oraz nowy zegarek za trzysta tysięcy, który kupił miesiąc temu.
Wieczorem, wracając do domu, Olga zastała Aleksieja w salonie.
Siedział na kanapie z laptopem i nawet nie podniósł głowy, gdy weszła.
— Przelałaś pieniądze? — zapytał zamiast przywitania.
— Nie — odpowiedziała spokojnie Olga.
Aleksiej zatrzasnął laptop i wstał z kanapy.
— CO?!
Przecież jasno powiedziałem…
— Aleksiej, opowiedz mi o swoim biznesie — przerwała mu Olga.
— Co dokładnie robisz?
Z kim pracujesz?
Jakie masz plany?
— Skąd nagle takie zainteresowanie? — zaniepokoił się mąż.
— Chcesz, żebym inwestowała pieniądze w twoją sprawę.
Mam prawo wiedzieć, na co one idą.
Aleksiej podszedł do niej bardzo blisko.
Pachniał perfumami — kolejnym niedawnym zakupem.
— NIE MASZ prawa mi nie ufać!
Jestem twoim mężem!
Czy zapomniałaś swoich przysiąg małżeńskich?
W biedzie i w bogactwie, w zdrowiu i w chorobie…
— Pamiętam swoje przysięgi — powiedziała cicho Olga.
— A ty pamiętasz swoje?
Kochać i chronić?
— Nie zmieniaj tematu! — warknął Aleksiej.
— Pieniądze na kartę!
NATYCHMIAST!
— Najpierw odpowiedz na moje pytanie.
Co to za biznes?
Twarz Aleksieja zrobiła się purpurowa.
Chwycił z stołu jej torbę i wysypał zawartość.
— Gdzie jest telefon?
Natychmiast przelej pieniądze!
— NIE DOTYKAJ moich rzeczy! — Olga próbowała zabrać torbę, ale Aleksiej ją odepchnął.
— Twoich rzeczy?
WSZYSTKO W TYM DOMU JEST MOJE!
Ty tutaj jesteś nikim!
Szara biurowa mysz, która wyobraziła sobie, że jest bizneswoman!
Beze mnie wciąż siedziałabyś w swojej norze i liczyła drobne!
Olga cofnęła się do ściany, patrząc na męża tak, jakby widziała obcego człowieka.
Czy to naprawdę ten sam Aleksiej, który pięć lat temu nosił ją na rękach, obiecywał szczęście i przysięgał wieczną miłość?
— Wiesz co — Olga wyprostowała się i spojrzała mu w oczy.
— Pójdę się przejść.
Kiedy się uspokoisz, porozmawiamy.
— NIGDZIE nie pójdziesz! — Aleksiej zastąpił jej drogę do drzwi.
— Najpierw pieniądze!
Ale Olga już wzięła płaszcz i ruszyła do wyjścia.
Aleksiej chwycił ją za rękę i odwrócił do siebie.
— SŁYSZYSZ MNIE?!
Powiedziałem…
— PUŚĆ MNIE! — Olga wyrwała rękę.
— Nie waż się mnie dotykać!
Wybiegła z mieszkania, nie zwracając uwagi na krzyki męża.
Na ulicy mżył drobny jesienny deszcz, ale Olga go nie zauważała.
Szła przed siebie, próbując się uspokoić i uporządkować myśli.
Telefon w jej kieszeni wibrował bez przerwy — Aleksiej dzwonił raz za razem.
Potem zaczęły przychodzić wiadomości.
„Wracaj natychmiast!”
„Czekam na wyjaśnienia!”
„Jeśli nie wrócisz w ciągu godziny, sama będziesz sobie winna!”
„Jeszcze pożałujesz swojego zachowania!”
Olga wyłączyła telefon i weszła do kawiarni.
Zamówiła herbatę i usiadła przy oknie.
Przy sąsiednim stoliku siedziała starsza para — mężczyzna coś opowiadał, kobieta się śmiała, a on czule pogładził ją po ręce.
Prosty gest pełen miłości i troski.
Kiedy Aleksiej ostatni raz tak jej dotknął?
Nagle do jej stolika przysiadła się młoda kobieta z dzieckiem.
— Przepraszam, czy mogę tu usiąść?
Wszystkie stoliki są zajęte.
— Oczywiście — skinęła Olga.
Kobieta posadziła córkę, zamówiła dla niej sok i ciasteczka.
Dziewczynka, może pięcioletnia, z ciekawością przyglądała się Oldze.
— Ciociu, dlaczego jesteś smutna? — zapytała nagle.
— Liza! — upomniała ją matka.
— Nie wolno tak mówić!
— Nic nie szkodzi — uśmiechnęła się Olga.
— Po prostu zmęczyłam się w pracy.
— Moja mama też się męczy — powiedziała poważnie dziewczynka.
— Ale tata ją przytula i wtedy od razu robi się wesoła!
Matka dziewczynki uśmiechnęła się zakłopotana, a Oldze zaszczypały oczy.
Kiedy Aleksiej ostatni raz przytulił ją tak po prostu, żeby ją wesprzeć?
Gdy Olga wróciła do domu po dwóch godzinach, zastała kompletny bałagan.
Aleksiej przewrócił wszystkie jej rzeczy, najwyraźniej szukał kart bankowych albo dokumentów.
Sam siedział w fotelu z butelką koniaku.
— O, pojawiłaś się — syknął.
— Gdzie się włóczyłaś?
— Spacerowałam — odpowiedziała spokojnie Olga, zaczynając zbierać porozrzucane rzeczy.
— ZOSTAW TO! — wrzasnął Aleksiej.
— Najpierw rozmowa!
Olga wyprostowała się i spojrzała na męża.
Jego oczy były mętne od alkoholu, koszula rozpięta, włosy potargane.
Żałosny widok.
— Dobrze, porozmawiajmy.
Aleksiej, chcę rozwodu.
Mąż zakrztusił się koniakiem.
— Co?!
Oszalałaś?!
— Nie.
Po prostu wreszcie zaczęłam trzeźwo myśleć.
Nasze małżeństwo to fikcja.
Nie kochasz mnie, tylko moje pieniądze.
— Jak ŚMIESZ! — Aleksiej zerwał się na nogi i zachwiał się.
— Co ja dla ciebie zrobiłem!
— Co dokładnie dla mnie zrobiłeś? — zapytała Olga.
— Oświeć mnie.
— Ja… ja się z tobą ożeniłem!
Zwykłą księgową!
Dałem ci status mężatki!
— Ożeniłeś się… status? — Olga gorzko się roześmiała.
— Aleksiej, kiedy się poznaliśmy, pracowałeś jako sprzedawca i wynajmowałeś pokój.
To ja zaproponowałam ci, żebyś zamieszkał u mnie.
To za moje pieniądze „tworzysz biznes” już od dwóch lat.
— ZAMKNIJ SIĘ! — wrzasnął Aleksiej.
— Nic nie rozumiesz z biznesu!
Wszyscy wielcy przedsiębiorcy zaczynali od zera!
A ich żony ich wspierały, a nie zrzędziły!
— Nie zrzędzę — powiedziała spokojnie Olga.
— Po prostu chcę wiedzieć, dokąd idą pieniądze.
Pokaż mi chociaż jeden dokument dotyczący twojego biznesu.
Umowę, rachunek, cokolwiek.
Aleksiej milczał, zaciskając pięści.
Potem syknął przez zęby:
— Jutro.
Jutro wszystko ci pokażę.
A teraz — pieniądze na kartę!
— NIE — powiedziała stanowczo Olga.
— Ani grosza więcej.
Co wydarzyło się potem, pamiętała niewyraźnie.
Aleksiej rzucił butelką w ścianę i odłamki rozleciały się po pokoju.
Krzyczał, groził, wyzywał ją najgorszymi słowami.
Olga zamknęła się w sypialni i całą noc słuchała, jak mąż demoluje mieszkanie.
***
Rano Olga wyszła z sypialni, gdy usłyszała, że drzwi wejściowe trzasnęły.
Aleksiej wyszedł.
Salon wyglądał jak po pogromie — przewrócone krzesła, potłuczone naczynia, porwane fotografie.
Wzięła dzień wolny w pracy i zaczęła metodycznie sprzątać.
Zbierając odłamki, Olga myślała o tym, że jej życie przypomina te potłuczone talerze — można je skleić, ale pęknięcia i tak pozostaną.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Na progu stała nieznajoma dziewczyna — młoda, piękna, w drogiej futrzanej kurtce.
— Pani Olga? — zapytała.
— Tak.
A pani?
— Nazywam się Kristina.
Ja… jestem przyjaciółką Aleksieja.
Olga zamarła.
Przyjaciółką?
— Proszę wejść — powiedziała mechanicznie.
Kristina weszła do mieszkania i rozejrzała się po zniszczeniach.
— Znowu się upił?
— Znowu? — powtórzyła Olga.
Dziewczyna usiadła na ocalałym krześle i wyciągnęła papierosy.
— Mogę?
Jestem zdenerwowana.
— Proszę palić.
Kristina zapaliła papierosa i wypuściła dym.
— Proszę posłuchać, Olgo.
Nie przyszłam tu robić awantury.
Przyszłam panią ostrzec.
Aleksiej… jest niebezpieczny.
— W jakim sensie?
— Jest winien ogromną sumę mojemu byłemu.
Bardzo ogromną.
Grał w nielegalnym klubie pokerowym i przegrał półtora miliona.
Olga usiadła naprzeciwko.
Półtora miliona…
Więc tam znikały pieniądze.
— Ale dlaczego mi to pani mówi?
— Bo Aleksiej obiecał oddać dług jutro.
Powiedział, że żona da pieniądze.
Cały dług.
Inaczej…
— Inaczej co?
— Mój były nie jest człowiekiem, któremu można być dłużnym.
Rozumie pani?
Olga rozumiała.
I po raz pierwszy naprawdę się przestraszyła.
— Ale ja nie mam takich pieniędzy!
— Aleksiej mówił, że ma pani oszczędności.
I jeszcze mieszkanie pani rodziców.
— On chce, żebym sprzedała mieszkanie moich rodziców?! — Olga gwałtownie wstała.
— On całkiem oszalał!
Kristina wstała i zgasiła papierosa.
— Ja panią ostrzegłam.
Proszę wyciągnąć wnioski.
I jeszcze…
Zawahała się na chwilę.
— Aleksiej pani nie kocha.
Często mówił, że ożenił się z wyrachowania, że jest pani jego „złotą żyłą”.
Przepraszam.
Dziewczyna wyszła, zostawiając Olgę w całkowitym zamieszaniu.
Olga wyjęła telefon.
Chciała zadzwonić do rodziców, ale się rozmyśliła.
Po co ich martwić?
Wybrała numer Mariny.
— Marino, mogę u ciebie przenocować?
— Oczywiście!
Co się stało?
— Opowiem później.
Spakuję teraz rzeczy i przyjadę.
Olga szybko spakowała najpotrzebniejsze rzeczy.
Dokumenty, pieniądze, kilka kompletów ubrań.
Napisała Aleksiejowi wiadomość:
„Odchodzę.
Nie szukaj mnie.
Jutro składam pozew o rozwód”.
Odpowiedź przyszła natychmiast.
„STÓJ!
Nawet o tym nie myśl!”
Potem:
„Olga, porozmawiajmy spokojnie!”
I znowu:
„Jesteś moją ŻONĄ!
Nie waż się odchodzić!”
Olga wyłączyła telefon i wyszła z mieszkania, które przez trzy lata tak naprawdę nigdy nie stało się domem.
U Mariny wreszcie się rozluźniła.
Przyjaciółka wysłuchała całej historii, łącznie z wizytą Kristiny, i była przerażona.
— Olu, to prawdziwy koszmar!
Powinnaś iść na policję!
— I co im powiem?
Że mój mąż przegrał pieniądze?
To nie jest przestępstwo.
A groźby…
jakie groźby?
Nic konkretnego nie powiedział.
— Ale ten dług…
Co zamierzasz zrobić?
— Nie wiem — przyznała Olga.
— Ale mieszkania moich rodziców na pewno nie oddam.
I w ogóle ani grosza więcej temu…
Nie potrafiła dobrać cenzuralnego słowa.
Tej nocy Olga nie spała.
Myślała o tym, jak ślepa była przez wszystkie te lata.
Piękne słowa Aleksieja, jego obietnice, przysięgi — wszystko było kłamstwem.
Widział w niej tylko źródło pieniędzy.
Rano włączyła telefon — pięćdziesiąt nieodebranych połączeń od Aleksieja.
I wiadomość:
„Jeśli nie wrócisz i nie dasz pieniędzy, pożałujesz.
Mam twoje zdjęcia.
Intymne.
Wrzuce je do internetu”.
Olga zamarła.
Jakie zdjęcia?
Nie pamiętała…
Chociaż był taki moment rok temu.
Aleksiej fotografował ją po prysznicu, mówiąc, że jest piękna.
Prosiła, żeby je usunął.
Przysięgał, że usunął…
Oddzwoniła do Mariny do pracy.
— Marino, on mnie szantażuje.
— Czym?
— Mówi, że ma moje intymne zdjęcia.
Grozi, że wrzuci je do internetu.
— Co za drań! — zaklęła zwykle powściągliwa Marina.
— Słuchaj, mam znajomego prawnika.
Może się z nim skonsultujemy?
Spotkanie z prawnikiem umówiono na wieczór.
Ale w ciągu dnia wydarzyło się coś nieoczekiwanego.
***
Olga siedziała w kawiarni niedaleko biura Mariny i czekała na przyjaciółkę na przerwę obiadową, gdy do jej stolika podszedł poważny mężczyzna.
— Olga Siergiejewna?
— Tak.
A pan?
— Nazywam się Igor Władimirowicz.
Jestem… powiedzmy, wierzycielem pani męża.
To był właśnie ten człowiek, któremu Aleksiej był winien pieniądze.
Olga się napięła.
— Nie mam nic wspólnego z długami mojego męża.
— Rozumiem.
Ale pani mąż twierdzi inaczej.
Obiecał oddać pieniądze dzisiaj.
Powiedział, że pani zapłaci.
— To kłamstwo.
Nie mam takich pieniędzy.
A nawet gdybym miała, nie spłacałabym jego długów hazardowych.
Igor Władimirowicz uważnie na nią spojrzał.
— Jest pani odważną kobietą.
Ale pani mąż…
pokazywał dokumenty dotyczące mieszkania.
Pani mieszkania.
— CO?! — Olga zerwała się z miejsca.
— Mieszkanie jest zapisane na mnie i kupiłam je przed ślubem!
— Pokazywał umowę kupna-sprzedaży.
Z pani podpisem.
Datowaną na zeszły miesiąc.
Olga usiadła z powrotem.
Fałszerstwo dokumentów…
Aleksiej posunął się do fałszowania dokumentów!
— To fałszywka.
Nigdy nie podpisywałam żadnych dokumentów dotyczących sprzedaży mieszkania.
— Tak właśnie myślałem — skinął głową mężczyzna.
— Pani mąż nie sprawia wrażenia człowieka godnego zaufania.
Ale dług to dług.
— NIE ZAMIERZAM go spłacać! — powiedziała stanowczo Olga.
— A jeśli spróbujecie odebrać moje mieszkanie na podstawie fałszywych dokumentów, zgłoszę to na policję!
Igor Władimirowicz lekko się uśmiechnął.
— Proszę się tak nie denerwować.
Nie odbieram mieszkań kobietom.
Ale z pani mężem poradzę sobie po swojemu.
Chciałem tylko upewnić się, że naprawdę nie ma pani pojęcia o jego… interesach.
Wstał, lecz przed wyjściem odwrócił się.
— Rada.
Proszę trzymać się od niego z daleka przez najbliższe dni.
I proszę zmienić zamki w mieszkaniu.
Kiedy przyszła Marina, Olga wszystko jej opowiedziała.
Przyjaciółka była w szoku.
— Fałszowanie dokumentów to przecież przestępstwo!
— Wiem.
Ale żeby to udowodnić, potrzebna jest ekspertyza.
A to oznacza czas i pieniądze.
Wieczorem spotkały się z prawnikiem — Pawłem Andriejewiczem.
Po wysłuchaniu historii pokręcił głową.
— Sytuacja jest skomplikowana.
Szantaż intymnymi zdjęciami to przestępstwo.
Ale potrzebne są dowody.
Fałszerstwo dokumentów również jest przestępstwem.
Ale znowu potrzebna jest ekspertyza.
Na początek radzę złożyć pozew o rozwód i podział majątku.
I koniecznie zaznaczyć, że mieszkanie zostało kupione przed ślubem.
— Tak zrobię — skinęła głową Olga.
Kiedy wróciła do mieszkania Mariny, znalazła dziesiątki wiadomości od Aleksieja.
Ton się zmienił.
Teraz błagał, prosił o przebaczenie i przysięgał miłość.
„Oleńko, wybacz!
Byłem pijany i nie wiedziałem, co mówię!”
„Kochanie, wróć!
Wszystko ci wyjaśnię!”
„To nieporozumienie!
Nie ma żadnego długu!”
„Spotkajmy się i porozmawiajmy!”
A potem znów groźby.
„Jeśli nie wrócisz, pojadę do twoich rodziców!”
„Dowiedzą się, jaka naprawdę jesteś!”
„Zdjęcia są już gotowe do wysłania!”
Olga pokazała wiadomości Pawłowi Andriejewiczowi.
Poradził jej zachować wszystko jako dowody szantażu.
Następnego dnia Olga wezwała fachowca i wymieniła zamki w swoim mieszkaniu.
Ta decyzja nie była łatwa, ale rozumiała, że nie może być powrotu do dawnego życia.
Aleksiej próbował wejść jeszcze tego samego wieczoru.
Bezskutecznie kręcąc kluczem w zamku, zaczął walić pięściami w drzwi i wykrzykiwać przekleństwa.
Olga stała po drugiej stronie drzwi, mocno zaciskając usta, ale nie otworzyła.
Sąsiedzi wezwali policję i Aleksiej musiał odejść.
Następnego ranka, gdy Olga jechała do pracy metrem, zadzwoniła Marina.
Głos przyjaciółki drżał.
— Olu…
Musisz natychmiast wejść do internetu.
Aleksiej…
opublikował twoje zdjęcia.
Ręce Olgi zdrętwiały.
Wysiadła z wagonu na najbliższej stacji i usiadła na ławce.
— Jakie zdjęcia?
— Te.
Intymne.
Wysłał link wszystkim — twoim współpracownikom, znajomym, nawet napisał do twoich rodziców.
Ma listę kontaktów z twojego telefonu, pamiętasz, kiedyś mówił, że zsynchronizował wasze urządzenia dla wygody…
Olga otworzyła przeglądarkę.
Weszła w link, który przysłała Marina.
Na ekranie pojawiły się jej zdjęcia — te same, które zrobiono rok temu po prysznicu.
Te, które Aleksiej obiecał usunąć.
Pierwszym odruchem było uciec, schować się, zniknąć.
Ale potem przypomniała sobie słowa Pawła Andriejewicza.
„Każde działanie sprawcy jest dowodem”.
Drżącymi palcami Olga zaczęła robić zrzuty ekranu.
Strony ze zdjęciami.
Komentarze Aleksieja pod nimi, w których wyzywał ją najgorszymi słowami.
Zrzuty wiadomości, które rozsyłał z obelgami i groźbami.
Wszystko zapisane.
Wszystko udokumentowane.
***
Godzinę później siedziała w gabinecie Pawła Andriejewicza i kładła na stole wydrukowane zrzuty ekranu.
— Proszę.
Sam wszystko zrobił.
Dowody szantażu, rozpowszechniania intymnych zdjęć bez zgody, zniesławienia…
Prawnik uważnie studiował dokumenty.
— To poważne przestępstwo.
Trzy lata pozbawienia wolności albo wysoka grzywna.
Do tego odszkodowanie za krzywdę moralną.
Idziemy na policję natychmiast.
Na komisariacie Olga złożyła zawiadomienie.
Funkcjonariusze potraktowali sprawę poważnie.
Takie sprawy zaczęto w ostatnich latach ścigać znacznie aktywniej.
Tydzień później Aleksiej został wezwany na przesłuchanie.
Próbował się usprawiedliwiać.
Twierdził, że zdjęcia należą do niego i że miał prawo nimi dysponować.
Ale prawo było po stronie Olgi.
Rozpowszechnianie intymnych zdjęć bez zgody osoby na nich przedstawionej jest przestępstwem.
Proces wyznaczono na miesiąc później.
W tym czasie Olga złożyła pozew o rozwód i podział majątku.
Mieszkanie kupione przed ślubem pozostało jej.
Wspólnego majątku praktycznie nie było.
Wszystko, co Aleksiej kupował za jej pieniądze, zdążył już sprzedać albo przegrać.
***
Dzień rozprawy był zimny i pochmurny.
Olga przyszła w towarzystwie Pawła Andriejewicza i Mariny.
Aleksiej siedział po drugiej stronie sali, unikając jej spojrzenia.
Jego twarz była posiniaczona — najwyraźniej wierzyciele nie czekali na wyrok sądu.
Sędzia odczytała akt oskarżenia.
Dowody były niepodważalne.
Zrzuty ekranu.
Zeznania świadków.
Dane z serwerów hostingowych, gdzie zamieszczono zdjęcia.
Aleksiej próbował się bronić.
Ale jego adwokat był wyraźnie niedoświadczony — państwowy, przydzielony z urzędu.
Wyrok sądu był jednoznaczny.
Aleksiej został uznany za winnego rozpowszechniania intymnych zdjęć bez zgody, zniesławienia i szantażu.
Grzywna — pięćset tysięcy rubli.
Odszkodowanie dla Olgi za krzywdę moralną — trzysta tysięcy rubli.
Obowiązkowe usunięcie wszystkich zdjęć z internetu pod kontrolą komorników.
Aleksiej zbladł, gdy usłyszał kwotę.
— Skąd mam wziąć takie pieniądze?! — krzyknął.
— Jestem zrujnowany!
Mam długi!
Sędzia spojrzała na niego chłodno.
— To pana problem.
Ma pan miesiąc na zapłatę.
W przeciwnym razie nastąpi zajęcie majątku albo prace przymusowe.
***
Aleksiej nie miał ani pieniędzy, ani majątku.
Mieszkanie należało do jego matki.
Wierzyciele zabrali już telefon, zegarek i wszystko, co miało jakąkolwiek wartość.
Pozostało jedno wyjście — zwrócić się do matki.
Walentina Pietrowna wysłuchała syna w milczeniu.
Kiedy skończył, wstała od stołu i wyjęła z szuflady dokumenty samochodu i działki.
— To wszystko, co mam.
Sprzedam to, żeby spłacić twoje długi z wyroku sądu.
Ale potem wyniesiesz się z mojego mieszkania.
Na zawsze.
— Mamo… — Aleksiej próbował zaprotestować.
— Przyniosłeś mi wstyd.
Całej naszej rodzinie.
To, co zrobiłeś tej kobiecie…
Nie znam cię.
Nie jesteś moim synem.
Walentina Pietrowna sprzedała samochód i działkę w ciągu miesiąca.
Pieniądze poszły na spłatę wyroku sądu i części długu wobec Igora Władimirowicza.
Wierzyciel zgodził się na spłatę reszty w ratach — z wysokimi odsetkami.
Matka dotrzymała słowa.
Spakowała rzeczy syna do worków i wystawiła je za drzwi.
— Żyj, gdzie chcesz.
Możesz u swoich kolegów z kasyna.
Tylko nie tutaj.
Drzwi zatrzasnęły się przed nosem Aleksieja.
Został sam.
Z torbami rzeczy.
Bez pieniędzy.
Bez dachu nad głową.
Z ogromnym długiem i wyrokiem.
***
A w tym samym czasie Olga stała pośrodku swojego mieszkania i podziwiała efekt remontu.
Miesiąc pracy i nie zostało tu nic, co przypominałoby o Aleksieju.
Nowe jasne ściany zamiast ciemnych.
Lekka, jasna sofa zamiast ciężkiej skórzanej.
Żywe kwiaty na parapetach.
Zdjęcia rodziców na półkach.
Mieszkanie wreszcie stało się domem.
Jej domem.
Marina przyszła z butelką szampana.
— No to co?
Świętujemy?
— Świętujemy — uśmiechnęła się Olga.
Siedziały na nowej kanapie, piły szampana z pięknych kieliszków i śmiały się.
Olga powiedziała, że zaproponowano jej awans w pracy.
Zastępca głównej księgowej.
Z dużą podwyżką.
— Za ciebie! — Marina podniosła kieliszek.
— Za twoją wolność!
— Za wolność — powtórzyła Olga.
I w tej chwili naprawdę poczuła się wolna.
Od kłamstw.
Od manipulacji.
Od człowieka, który widział w niej tylko źródło pieniędzy.
Życie zaczynało się od nowa.
I tym razem — na jej warunkach.







