Ostrzegłam męża, że przestanę go karmić, jeśli na moje urodziny przyjdą jego krewni. Brat i siostra zadzwonili prawie jednocześnie. Pogratulowali mi trzydziestki.

— Lizońko, kocham cię niezmiernie,

siostrzyczko! Bądź szczęśliwa.

Pieniążki już ci przelałem, kup sobie coś dla

duszy — po prostu pogratulował lakoniczny Antoni.

— A ty jak zawsze? Wolisz ukryć się przed

wszystkimi w tak cudowny dzień?

— Przecież mnie znasz, Tosiu. Nie lubię całego tego zgiełku i pompy.

To mój dzień i tylko mój! Dziękuję, braciszku, za prezent! — odpowiedziałam z uśmiechem.

— Lizka, gratulacje, w końcu masz trzydziestkę! Może już dorośniesz?

I zaczniesz jak wszystkie normalne mężatki gromadzić przy stole niezliczoną ilość krewnych.

Już pora! — postanowiła dokuczyć mi młodsza siostra, dzwoniąc tuż po bracie.

— Nie doczekasz się! Jak wyjdziesz za mąż, sama będziesz zadziwiać nową rodzinę swoimi wypiekami.

To nie dla mnie, Iruś, i ja się nie zmienię. Nie wiem, co tam przygotował dla mnie Miszka.

A sama już sobie zrobiłam prezent.

— No, zadziw mnie!

— Zapłaciłam za skok ze spadochronem — pochwaliłam się siostrze.

— Wow! Ale jesteś szalona! Mam nadzieję, że z instruktorem? — zaśmiała się Ira.

— Oczywiście! Przecież nie jestem swoim wrogiem. Pierwszy raz będę skakać.

A potem będzie można już samej.

Później zadzwoniła teściowa, a po niej szwagierka. Rozpływały się w słodkich gratulacjach.

Życzyły mi zdrowia, pieniędzy i wielu innych rzeczy.

A także tego, abyśmy z Michałem w trzecim roku małżeństwa zostali w końcu rodzicami.

— Elżbieto, moim największym pragnieniem jest, abyś uszczęśliwiła mnie wnukiem.

Musisz zrozumieć, masz już trzydzieści lat, w twoim wieku dawno pora zostać matką — zaczęła Raisa Aleksiejewna.

— Dziękuję! Weźmiemy pod uwagę wasze życzenia — nigdy nie sprzeciwiałam się teściowej, woląc zachować spokój.

— Nie żartuję, Liza. Ile można! Wy z Miszą już pożyliście dla siebie.

Pora pomyśleć o potomstwie — nie odpuszczała teściowa.

— Dzisiaj przyjdziemy do was na uroczystą kolację z okazji twojego jubileuszu i poważnie o tym porozmawiamy.

Ja i mój mąż, ojciec Miszy, zamierzamy zrobić wam hojny prezent, jeśli urodzicie następcę!

Zdumiona parsknęłam.

Co za bezczelność! Oni przyjdą! Ciekawe, kto ich zaprosił?

Przecież wszyscy wiedzą, cała moja rodzina i przyjaciele — nie obchodzę urodzin w tradycyjny sposób.

Nie, nie rezygnuję z pięknego święta. Po co? Ale to tylko mój dzień! Tylko mój i niczyj więcej!

Dlatego nie stoję pół dnia przy kuchni, żeby przygotować sto pięćdziesiąt potraw dla tłumu ludzi.

Nie wydaję ciężko zarobionych pieniędzy na restaurację, żeby zapraszać gości, którzy będą powtarzać te same życzenia.

Już od dzieciństwa wiedziałam, że swoje urodziny będę poświęcać tylko sobie.

W szkole prosiłam rodziców, by zabrali mnie do lasu lub nad rzekę, gdzie tata wynajmował łódkę.

Później, na uniwersytecie, starałam się w ten dzień gdzieś wyjechać, wybierając podróż do sąsiedniego miasta.

Albo z przyjaciółmi szłam w góry, gdzie witałam zachwycający świt po nocy pod gwiazdami.

Dzisiaj natomiast pojadę do aeroklubu, gdzie wykonam pierwszy w życiu skok ze spadochronem.

I bardzo czekam na ten moment!

A rodziców męża i jego siostry z mężem nie czekam. I muszę to wyjaśnić.

Michał pojawił się godzinę przed obiadem, specjalnie zwolnił się z pracy, by mnie pogratulować.

— Kochanie, tak się cieszę, że cię mam! Gratuluję urodzin i chcę, żebyś była szczęśliwa!

To dla ciebie — mąż wręczył mi wielki bukiet białych róż i kartę podarunkową do perfumerii.

— Dziękuję! To miłe, ale po co było się tak wykosztowywać? Wystarczyłyby kwiaty.

Wiedziałam, że mąż ma teraz gorszy okres finansowy. Dlatego prosiłam, by nie przejmował się prezentem.

Michał spłacał kredyt za samochód kupiony dwa lata temu. A pensja pozostawiała wiele do życzenia.

Zmienił już kilka miejsc pracy, ale nie znalazł jeszcze tej, która odpowiadałaby mu pod każdym względem.

Za to moja kariera szła jak burza. To też sprawiało, że nie śpieszyłam się z dziećmi.

W ciągu sześciu lat w banku ze zwykłego menedżera stałam się naczelnikiem wydziału.

— Nie mogę bez prezentu, przecież wiesz — odpowiedział z uśmiechem mąż.

— To dobrze, ale mam do ciebie inne pytanie.

— Słucham.

— Dlaczego zaprosiłeś do nas dzisiaj rodziców i Larysę z mężem?

Michał milczał. Chciałby powiedzieć, że nie zapraszał rodziny, ale nie mógł.

Wiedział, że zawsze widzę, kiedy kłamie.

— To było trochę inaczej. Nie zapraszałem, ale kiedy mama powiedziała, że przyjdą, nie mogłem odmówić.

No jak ty to sobie wyobrażasz?

— Dobrze sobie wyobrażam. Ustami mówisz, wyraźnie, że nikogo nie czekamy.

Co więcej, mnie nawet nie będzie w domu. Nie powiedziałam ci, że skaczę ze spadochronem.

Za godzinę już wyjeżdżam.

— Co!? — Michał lekko osłupiał. — Ze spadochronem?

— No tak. Więc dzwoń i mów, żeby nie przychodzili.

— Nie, Liza, nie mogę… Tym bardziej, że mama z ojcem coś wymyślili.

Jakiś prezent-niespodziankę dla nas przygotowali. Co, nie możemy posiedzieć z nimi przy stole?

Napić się herbaty z tortem, co?

— Herbaty z tortem? A kupiłeś tort? Gdzie on jest, jakoś go nie widzę — zapytałam głośno męża.

— Czy może twoi go przyniosą? Ach, nie! Jak mogłam zapomnieć! To moje urodziny.

Więc ja mam wszystkich gościć. Tylko zapomniałeś — nigdy tego nie robiłam i dzisiaj też nie zamierzam. Nie!

— Liza, pomyślałem, że można zrobić wyjątek — nie zgadzał się Michał, co irytowało mnie coraz bardziej.

Co on wymyślił? Jakie siedzenie? Jaka herbata? Co za niespodzianki od teściów?

— A propos, co tam wymyślili twoi rodzice?

— Laryska mi wygadała, że chcą założyć lokatę dla naszego przyszłego dziecka.

— Co? — prawie zadławiłam się jabłkiem, które z apetytem gryzłam.

— No, jak się urodzi, rozumiesz? Chcą nas zainteresować i pogonić.

A do pełnoletności narosną ogromne procenty i będzie można kupić mu mieszkanie.

Albo wydać te pieniądze na edukację.

— Bzdura! Takie długoterminowe inwestycje są nieopłacalne. Mówię ci to jako specjalista.

Ale mniejsza o to, mało mnie to obchodzi. Dziecka nie ma nawet w planach.

— No, oni tak zdecydowali.

— Dzwoń.

— Co?

— Dzwoń do rodziców, mówię. Powiedz, że ich nie czekamy — nalegałam, by uniknąć głupiej sytuacji.

— Nie będę. W końcu powinniśmy ich u siebie przyjąć — mąż postanowił postawić na swoim.

— Powinniśmy? Ja nikomu nic nie jestem winna! Powiem ci więcej.

Przestanę cię karmić, jeśli oni mimo wszystko dzisiaj się tu zjawią.

Musiałam mówić brutalnie, żeby do Michała w końcu dotarło — nie będzie tak, jak wymyślili.

Żadnych miłych rodzinnych nasiadówek z sałatkami z majonezem i szprotkami. Nie!

Dzisiaj zdobędę niebo! I to będzie najlepszy wariant MOJEGO święta!

— Liz, rozumiem, twój dzień, ale jednak waż słowa…

— A co tu ważyć? Osiemdziesiąt procent pensji oddajesz do banku na kredyt. Więc kto cię karmi? Ja!

Ale nie będę tego robić, jeśli po powrocie zastań tutaj jakichś gości.

Powtarzam — nie są mi potrzebni!

— Serio? Nie żartujesz teraz? — mąż wciąż nie wierzył, przyzwyczajony do mojej łagodności.

— Absolutnie serio. Ja będę jeść w kawiarni przy pracy.

A wieczorem… kolacji nie jem, pora trochę schudnąć. Pamiętaj, że jedzenia w domu też nie będzie!

— Tak, nie spodziewałem się…

— To myśl następnym razem! Pora przywyknąć, że nie lubię nieplanowanych momentów w życiu.

Żadnych niespodzianek! One mnie wkurzają. I nie będę zmieniać planów dla nikogo.

Zebrałam się i pojechałam do aeroklubu. Planowałam wziąć męża, by cieszył się moim lotem.

Ale Miszka nadął się i ze mną nie pojechał.

Kiedy pełna emocji wracałam do domu, zadzwoniła szwagierka.

— Tak, Liza, tego się po tobie nie spodziewaliśmy. Jesteś najprawdziwszą egoistką!

Masz rodzinę męża gdzieś — zaczęła robić awanturę.

— Tak, dokładnie tak. Przyjmijcie to do wiadomości — jestem zdrową egoistką. Coś jeszcze?

— Tak! Coś jeszcze. Mama tak się rozстроиła, że nawet nie chce z tobą rozmawiać.

Kazała ci przekazać, że z tatą rozmyślili się co do prezentu. Zapomnij o lokacie.

— Przecież o niej nie pamiętałam. Niespodzianka została niespodzianką — chciało mi się żartować.

Szwagierka się rozłączyła, a mi tylko o to chodziło.

W domu zobaczyłam, że męża nie ma. Obrażony pojechał do rodziców.

— No i dobrze. Teraz zjem kolację, przejdę się po parku i spać.

Takie cudowne urodziny mam tym razem, brak słów!

Taka już jestem i inna nie będę.

Komu się nie podobam, niech idzie dalej.