— Państwa syn tutaj nie mieszka.— Miesiąc temu złożyłam pozew o rozwód — poinformowała Alena.Krewni stali na progu z oczekującymi minami.

Alena dostała mieszkanie od babci na podstawie umowy darowizny.

Było to dwupokojowe mieszkanie w zwykłym bloku na obrzeżach miasta, ale każdy kąt urządziła własnymi rękami.

Bez przepychu, za to schludnie i z miłością.

Babcia przekazała wnuczce nie tylko mieszkanie, lecz także wszystkie dokumenty w idealnym porządku — bez sporów i bez problemów z formalnościami.

Alena pracowała jako specjalistka od naprawy telefonów komórkowych w centrum serwisowym.

Praca wymagała cierpliwości i precyzji — trzeba było rozebrać maleńką płytkę, znaleźć usterkę i ostrożnie wszystko naprawić.

Płacili za to przyzwoicie — sześćdziesiąt pięć tysięcy miesięcznie.

W mieście uważano to za dobre zarobki, zwłaszcza dla dwudziestoośmioletniej kobiety.

Alena starała się robić wszystko w życiu sama.

Kiedy trzeba było zawiesić półki, brała wiertarkę i robiła to własnoręcznie.

Kiedy należało pomalować ściany, kupowała farbę i malowała.

Przywykła polegać wyłącznie na sobie.

Kiedy poznała Walerija, pomyślała, że wreszcie będzie jej łatwiej.

We dwoje zawsze jest łatwiej niż w pojedynkę.

Okazało się jednak, że „we dwoje” istnieje tylko w rozmowach.

Po ślubie Walerij wprowadził się do żony i niemal natychmiast przestał pracować.

Najpierw tłumaczył, że poprzednia praca mu nie odpowiada i że szuka czegoś lepszego.

Potem mówił o trudnym okresie w gospodarce.

Następnie zaczął rozważać poszukiwanie samego siebie i swojego powołania.

Mijały miesiące, a mąż nie przynosił do domu żadnych pieniędzy.

Początkowo Alena cierpliwie to znosiła.

Myślała, że to przejściowe trudności, które mogą spotkać każdego.

Opłacała rachunki ze swojej pensji i kupowała jedzenie.

Nawet kiedy trzeba było wyremontować łazienkę, sama pokryła wszystkie koszty.

Kiedy zepsuła się lodówka, również kupiła nową za własne pieniądze.

W tym czasie Walerij siedział w domu, grał w gry komputerowe albo spotykał się z przyjaciółmi.

Próby rozmowy zawsze kończyły się kłótniami.

Wystarczyło, że Alena wspomniała o pracy lub pieniądzach, a mąż natychmiast się obrażał.

Mówił, że żona go nie rozumie, że wywiera na niego presję i jest zbyt wymagająca.

Po takich rozmowach Walerij potrafił wyjść do przyjaciół na kilka dni, żeby przeżywać swoją urazę.

Kłótnie stały się zwyczajnym tłem ich wspólnego życia.

Alena stopniowo zmęczyła się wyrzutami i wymówkami.

Przestała czegokolwiek wymagać i przestała czekać.

Po prostu pracowała, sama za wszystko płaciła i w milczeniu znosiła obecność męża we własnym mieszkaniu.

A potem zrobiła coś, czego nikt się po niej nie spodziewał.

Pewnego lipcowego dnia, kiedy Walerij wyszedł spotkać się z przyjaciółmi, Alena spokojnie zebrała wszystkie jego rzeczy.

Starannie złożyła ubrania do worków, a książki i płyty zapakowała osobno.

Wszystko ustawiła przy drzwiach wejściowych.

Następnie poszła do urzędu stanu cywilnego i złożyła wniosek o rozwód.

Procedura okazała się prosta.

Ponieważ nie mieli wspólnych dzieci, a cały majątek należał do Aleny jeszcze przed ślubem, nie przewidywano żadnych sporów.

Urzędniczka wyjaśniła, że za miesiąc będzie można odebrać akt rozwodu.

Kiedy Walerij wrócił do domu i zobaczył worki przy drzwiach, początkowo nie zrozumiał, co się dzieje.

Potem zaczął krzyczeć i żądać wyjaśnień.

Alena spokojnie poinformowała go, że wniosek został złożony, rozwód nastąpi za miesiąc, sporów nie będzie i nie mają czego dzielić.

Mąż najpierw demonstracyjnie wyszedł, trzaskając drzwiami.

Później dzwonił, próbował wrócić i obiecywał, że znajdzie pracę i wszystko zmieni.

Ale Alena podjęła już ostateczną decyzję.

Nie chciała więcej ani słów, ani obietnic, ani obecności Walerija w swoim życiu.

Na jego telefony odpowiadała krótko — wszystko zostało postanowione i nie ma odwrotu.

Po wyprowadzce męża w mieszkaniu zapanowały cisza i spokój.

Nikt nie wrzucał brudnych naczyń do zlewu.

Nikt nie zostawiał ubrań porozrzucanych po całym pokoju.

Nikt nie puszczał głośnej muzyki nocami.

Alena spała spokojnie i budziła się wypoczęta.

W pracy szło jej dobrze, w domu panowała idealna czystość, a nikogo nie trzeba było karmić ani obsługiwać.

Nie wydarzyła się żadna tragedia.

Pojawiła się jedynie ulga.

Jakby ktoś zdjął jej z ramion ciężar, który nosiła przez dwa lata.

Miesiąc po złożeniu wniosku ktoś zadzwonił do drzwi.

Alena otworzyła i zobaczyła na progu swoją teściową Irinę Wasiljewnę oraz jej siostrę, czyli ciotkę męża.

Obie kobiety stały w letnich kurtkach, z torbami w rękach i minami mówiącymi: zaraz wszystko ci wyjaśnimy i ustawimy na właściwym miejscu.

— Państwa syn tutaj nie mieszka.

— Miesiąc temu złożyłam pozew o rozwód — poinformowała Alena, nie zapraszając ich do środka.

Irina Wasiljewna wymieniła spojrzenie z siostrą.

Na twarzy teściowej pojawiło się zdumienie.

— Jak to nie mieszka?

— Przecież to jego dom.

— Jesteście mężem i żoną.

— Już nie jesteśmy.

— Za trzy dni rozwód zostanie ostatecznie sformalizowany.

— Bez jego zgody? — wtrąciła ciotka męża.

— Można rozwieść się przez urząd stanu cywilnego w ciągu miesiąca, jeśli nie ma dzieci ani sporów majątkowych.

Teściowa zamrugała zdezorientowana.

Było widać, że krewni nie spodziewali się takiego obrotu spraw.

— A gdzie teraz jest Walerij?

— Nie wiem.

— To nie moja sprawa.

— Jak to nie twoja sprawa? — oburzyła się Irina Wasiljewna.

— Przecież jesteś jego żoną!

— Byłam.

— Wkrótce będę byłą żoną.

Ciotka męża zrobiła krok naprzód.

— Rozbijasz rodzinę i wyrzucasz męża na ulicę!

— Nie wyrzuciłam go na ulicę.

— Starannie spakowałam jego rzeczy.

— A rodzina rozpadła się dwa lata temu, kiedy Walerij postanowił nie pracować.

— On przechodzi trudny okres!

— Mężczyźni potrzebują wsparcia!

— Wspierałam go przez dwa lata.

— Za wszystko płaciłam i wszystko znosiłam.

— Wystarczy.

— Nie wolno tak traktować męża!

— Wolno — spokojnie odpowiedziała Alena.

— I czasem trzeba.

Obie kobiety wymieniły spojrzenia.

Było widać, że przygotowały się do zupełnie innej rozmowy.

Spodziewały się znaleźć płaczącą i zagubioną kobietę, którą będzie można przekonać.

Zamiast tego otrzymały jasne stanowisko pozbawione emocji.

— Przynajmniej nas wysłuchaj.

— Przyjechałyśmy specjalnie.

— Słucham.

— Może zaprosisz nas do środka?

— Niewygodnie rozmawiać na progu…

— Nie zaproszę was do domu.

— Porozmawiamy tutaj.

Teściowa zebrała myśli.

— Walerij bardzo to przeżywa.

— Kocha cię i chce naprawić wasze relacje.

— Za późno.

— Ludzie się zmieniają!

— Znajdzie pracę i wszystko będzie inaczej!

— Szukał przez dwa lata.

— Nie znalazł.

— Potrzebuje czasu!

— Miał wystarczająco dużo czasu.

Ciotka męża spróbowała innego podejścia.

— Jak będziesz żyła sama?

— Bez rodziny?

— Będę żyła spokojnie.

— Kobieta powinna być mężatką!

— Kobieta powinna być szczęśliwa.

— W małżeństwie nie byłam szczęśliwa.

— Mogłaś jeszcze trochę wytrzymać…

— Wytrzymałam wystarczająco długo.

Irina Wasiljewna spróbowała mówić łagodniejszym tonem.

— Alena, nie można tak nagle wszystkiego niszczyć.

— Walerij jest młody i jeszcze zmądrzeje.

— Ma trzydzieści jeden lat.

— Najwyższy czas dorosnąć.

— Mężczyźni dojrzewają później…

— Niech dojrzewa w innym miejscu.

— A gdzie ma mieszkać?

— U krewnych albo przyjaciół.

— Ale żona powinna wspierać męża!

— Wspierałam go.

— Karmiłam go, ubierałam i za wszystko płaciłam.

— Teraz kolej na innych.

— Przynajmniej się z nim spotkaj.

— Porozmawiaj.

— Nie chcę.

— Wszystko zostało już powiedziane.

— Jak można być tak bezwzględnym?

— Bardzo łatwo.

— Kiedy ma się dość bycia dojną krową.

Wtedy obie kobiety zaczęły mówić jednocześnie, a ich ton stawał się coraz ostrzejszy.

— Rozbijasz rodzinę przez pieniądze!

— Niewdzięcznica!

— Walerij cię kochał i troszczył się o ciebie!

— O co się troszczył? — spokojnie zapytała Alena.

— Pomagał w domu i dotrzymywał ci towarzystwa!

— Nie pomagał.

— Tylko bałaganił.

— A ja potrzebowałam pracującego męża.

— Trudno znaleźć pracę!

— Przez dwa lata można znaleźć cokolwiek.

— Taka praca do niego nie pasuje!

— On ma wykształcenie!

— Niech więc żywi go wykształcenie.

Alena spokojnie stała w drzwiach.

Słuchała strumienia oskarżeń, nie przerywając i nie podnosząc głosu.

Po prostu czekała, aż to przedstawienie się skończy.

Kiedy wyrzuty wreszcie ucichły, Alena powiedziała wyraźnie:

— Za trzy dni rozwód zostanie sformalizowany.

— Rozmowa zakończona.

Wizyta krewnych szybko dobiegła końca.

Kiedy stało się jasne, że nie uzyskają żadnych ustępstw, obie kobiety odwróciły się i ruszyły w stronę windy.

Alena uprzejmie, ale stanowczo zamknęła drzwi.

Kilka dni później nadszedł czas na odebranie aktu rozwodu.

Alena przyszła do urzędu stanu cywilnego sama, ponieważ Walerij nie pojawił się po dokumenty.

Urzędniczka wręczyła jej opieczętowany dokument i zapytała, czy wszystko jest w porządku.

Wszystko było w idealnym porządku.

Ani teściowa, ani jej siostra więcej się nie pojawiły.

Walerij również się nie odezwał.

Być może znalazł sobie inną kobietę gotową go utrzymywać.

A może jednak znalazł pracę.

Tak czy inaczej, nie była to już sprawa Aleny.

Dom ponownie stał się w całości jej przestrzenią.

Z czystymi podłogami, których nikt nie brudził zabłoconymi butami.

Z ciepłą lampą nad stołem, przy którym można było spokojnie zjeść kolację.

Z ciszą, w której można było oddychać pełną piersią.

A co najważniejsze, w domu nie było już ludzi, którym nieustannie trzeba było tłumaczyć, dlaczego kobieta ma prawo żyć spokojnie.