To było jak próba opodatkowania powietrza. — Katia, jesz za trzech, — powiedziała szwagierka. Trzy lata temu. Wyciągała mięso z mojej torby.

Ja milczałam.

Ale dziś wszystko się zmieniło.

Moja teściowa była surowa.

Jej córka kontrolowała wydatki.

Potrafiły liczyć cudze pieniądze.

— Ilja, — powiedziałam.

— Jestem w szóstym miesiącu.

— Potrzebuję jedzenia.

— Jeśli nie będzie jedzenia, wychodzimy, — powiedział mąż.

Szliśmy na urodziny.

Kiedyś przynosiłam dużo jedzenia.

Dziś tylko kwiaty i pieniądze.

Drzwi się otworzyły.

— Przyszliście bez niczego?

— Mamy prezent, — powiedział Ilja.

— Wchodźcie, — odpowiedziała chłodno.

Teściowa siedziała.

— Spóźniliście się.

Spojrzałam na stół.

Mało jedzenia.

Prawie nic.

— Ceny rosną, — powiedziała.

— Nie jak u was.

Ilja milczał.

— Nasz prezent jest wartościowy.

Usiedliśmy.

Byłam głodna.

Wzięłam kanapkę.

— Uważaj, — powiedziała Kira.

— Jesz za dużo.

Zamarłam.

— Kira, — uśmiechnęłam się.

— Lekarz mówi, że muszę jeść.

— Ty chyba chcesz oszczędzić.

— Nie! — powiedziała teściowa.

— My się martwimy.

— Arystokraci jedzą mało.

— Arystokraci mieli gorsety, — powiedziałam.

— My jesteśmy inni.

— Znowu mądrala, — prychnęła Kira.

— Jedz, ale zostaw coś dla innych.

Ilja milczał.

— Będzie coś ciepłego? — zapytał.

— Kurczak, — powiedziała teściowa.

Minęła godzina.

Jedzenia nadal nie było.

Byłam bardzo głodna.

Wyjęłam batonik.

— Przyniosłaś swoje?

— To niegrzeczne!

— Nie dajecie jedzenia, — powiedziałam.

— Liczyliście, że my przyniesiemy.

— Wstyd! — krzyknęła teściowa.

— Katia jest w ciąży, — powiedział Ilja.

Wyjął telefon.

— Zamawiam jedzenie.

Cisza.

— Tutaj? — zapytała Kira.

— To obraza!

— Głód to obraza, — odpowiedział.

Zamówił jedzenie.

Czekali w ciszy.

Potem zmienili ton.

— Łatwo być bogatym, — powiedziała Kira.

— Można wydawać pieniądze.

Spojrzała na moje buty.

— Moje się zepsuły…

— Kira, — powiedziałam spokojnie.

— Jeśli więcej pracujesz, będziesz miała.

— Ja pracuję! — krzyknęła.

— Myjesz klatkę dwa razy w tygodniu, — powiedział Ilja.

Zadzwonił domofon.

Jedzenie przyszło.

Zapach wypełnił mieszkanie.

Kira przełknęła ślinę.

Teściowa odwróciła wzrok.

Ilja otworzył pudełko.

— Jedzcie, — powiedział.

Kira wyciągnęła rękę.

— Nie, — powiedziałam.

— Co „nie”?

— To nie dla was.

— To tłuste.

— Nie pasuje do waszej diety.

Ilja się uśmiechnął.

— Ma rację.

Zaczęliśmy jeść.

One patrzyły.

W ciszy.

— Wy się z nas śmiejecie? — zapytała teściowa.

— Wy zaczęliście, — powiedział Ilja.

— Chcieliście nas tylko dla pieniędzy.

— Jesteśmy rodziną!

— Rodzina to troska.

— Nie pasożytnictwo.

Wstał.

— Wychodzimy.

— A prezent? — zapytała Kira.

Ilja zatrzymał kopertę.

— To jest prezent.

— Lekcja.

Wyszliśmy.

Na zewnątrz było cicho.

— Jak się czujesz? — zapytał.

— Najedzona, — odpowiedziałam.

— I zła.

— Ale zadowolona.

— Koperty nie oddałem, — powiedział.

— Tam nie było pieniędzy.

— Był rachunek za pizzę.

Zaśmiałam się.

To było idealne.

Wracaliśmy do domu.

Myślałam o jednym.

Pasożyty żyją, dopóki im pozwalasz.

Dziś to się skończyło.

Pamiętajcie:

Nie bądźcie wygodne.

Bądźcie wartościowe.