— To jest mój dom i nie zamierzam gnieździć się dla dobra waszej rodziny! — nie wytrzymała Natasza.

— Do wieczora ma was tu nie być.

Twój syn nic tutaj nie decyduje.

W pokoju zrobiło się tak cicho, że słychać

było, jak w kuchni kapie woda z niedokręconego kranu.

Teściowa powoli podniosła wzrok.

Lidia Pietrowna siedziała na kanapie, starannie

splótłszy dłonie na kolanach, jakby przyszła

nie po to, by wyrzucać gospodynię z jej

własnego domu, lecz z wizytą towarzyską.

Obok niej stała wysoka szafa, przy której

zdążyły już wylądować dwie walizki.

Jedna duża, druga mniejsza.

Natasza przeniosła na nie wzrok i zaśmiała się pod nosem.

— Szybko się państwo zadomowili.

— My tylko tymczasowo — chłodno odpowiedziała teściowa. — Dopóki Oleg ma trudny okres.

Natasza odwróciła się do męża.

Oleg stał przy oknie, unikając jej spojrzenia.

Jak zawsze.

— Trudny okres? — cicho powtórzyła Natasza. — Tak się to teraz nazywa?

Westchnął.

— Natasza, nie zaczynaj…

— Ja? — zaśmiała się krótko. — To ja zaczynam?

Podeszła do walizek i lekko pchnęła jedną nogą.

— Zdążyliście już nawet przewieźć rzeczy.

Lidia Pietrowna spokojnie odparła:

— Oczywiście. Jesteśmy przecież rodziną.

Natasza gwałtownie się odwróciła.

— Moja rodzina tutaj — to ja.

— Nie dramatyzuj — wtrącił się Oleg. — Mama po prostu trochę u nas pomieszka.

— U nas? — Natasza uniosła brew.

Zrozumiał, co powiedział, ale było za późno.

Powoli powtórzyła:

— U nas?

— Natasza…

— Przypomnij mi, proszę — przerwała — kto płacił hipotekę przez ostatnie cztery lata?

Milczał.

— Kto zainwestował pieniądze w remont?

Cisza.

— Kto w ogóle kupił to mieszkanie?

Oleg w końcu wykrztusił:

— Ale jestem twoim mężem.

Natasza patrzyła na niego długą chwilę.

— Jeszcze.

Lidia Pietrowna gwałtownie wstała.

— Jak ty rozmawiasz z moim synem?

— Normalnie — spokojnie odpowiedziała Natasza. — Po prostu szczerze.

Teściowa zacisnęła usta.

— Zawsze byłaś zbyt ostra. Mówiłam Olegowi, że z takim charakterem kobieta długo rodziny nie utrzyma.

— A ja mówiłam Olegowi, że jeśli jego mama będzie wtrącać się w nasze małżeństwo, nic dobrego z tego nie wyniknie.

Oleg z irytacją przesunął dłonią po twarzy.

— Dość!

Obie kobiety zamilkły.

— Chcę po prostu pomóc rodzicom — powiedział. — Ich dom jest teraz w remoncie. Nie mają gdzie mieszkać.

Natasza spojrzała na niego.

— Ich dom jest w remoncie już trzeci rok.

— Teraz to poważna sprawa.

— Oczywiście.

Odwróciła się do teściowej.

— A wasze mieszkanie w centrum? Je też remontują?

Lidia Pietrowna chłodno odpowiedziała:

— Wynajmujemy je.

— To znaczy, że wynajmujecie swoje mieszkanie i zamierzacie mieszkać tutaj za darmo?

— Jesteśmy rodziną.

— Nie — spokojnie powiedziała Natasza. — Jesteście gośćmi.

I to gośćmi, których nikt nie zapraszał.

Teściowa zrobiła krok do przodu.

— Posłuchaj, dziewczynko…

— Proszę mnie tak nie nazywać.

— Dobrze. Natalio. Mój syn ma prawo mieszkać w tym domu.

— Owszem. Ale decydowanie o tym, kto jeszcze będzie tu mieszkał — to moje prawo.

Oleg ostro rzucił:

— Natasza, to już przesada!

Odwróciła się do niego.

— Przesada?

— Tak!

— Przesada to jest wtedy, gdy sprowadzasz tu swoich rodziców i stawiasz mnie przed faktem dokonanym.

Odpowiedział zirytowany:

— Nie muszę prosić o pozwolenie!

Natasza spojrzała na niego.

Bardzo spokojnie.

I właśnie ten spokój nagle zmusił go do milczenia.

— Mylisz się — powiedziała. — Musisz.

— Dlaczego?

— Bo dom jest zapisany na mnie.

Lidia Pietrowna prychnęła.

— Papiery to formalność.

Natasza uśmiechnęła się ironicznie.

— W sądzie formalności zazwyczaj mają znaczenie.

Teściowa na sekundę zamilkła.

— Grozisz mi?

— Nie. Po prostu wyjaśniam.

Oleg ciężko westchnął.

— Natasza, daj spokój, bez skandali.

— To nie ja zrobiłam skandal.

Podeszła do drzwi.

— Macie czas do wieczora.

— Co? — nie zrozumiał.

— Żeby spakować rzeczy.

Lidia Pietrowna ostro rzuciła:

— Nigdzie się nie wybieramy!

Natasza spojrzała na nią.

— Wybieracie się.

— I co mi zrobisz?

Natasza wyciągnęła telefon.

— Zadzwonię do prawnika.

Oleg pobladł.

— Mówisz poważnie?

— Absolutnie.

Postąpił krok w jej stronę.

— Nie możesz wyrzucić moich rodziców.

Cicho odpowiedziała:

— Mogę.

I nagle dodała:

— A wiesz, co jest najciekawsze?

Zaniepokoił się.

— Co?

— Długo znosiłam to wszystko.

Skarżył się wzrokiem.

— O czym ty mówisz?

Spojrzała na niego.

— Twoja mama przyjeżdżała bez zapowiedzi.

Teściowa prychnęła.

— Bo to dom mojego syna.

— Krytykowała wszystko — od mebli po to, jak gotuję.

— Bo gotujesz okropnie.

Natasza zignorowała ją.

— Próbowała decydować, jak mamy żyć.

Oleg powiedział zmęczonym głosem:

— To drobiazgi.

— Nie — cicho odparła Natasza. — To nie są drobiazgi.

Podeszła bliżej.

— Drobiazgi stają się problemem, gdy jest ich zbyt wiele.

Teściowa ostro rzuciła:

— Jeśli nie podoba ci się moja rodzina, sama możesz sobie iść!

Natasza uśmiechnęła się.

— Świetny pomysł.

Oleg zmrużył oczy.

— Co?

— Odejdę.

Odetchnął z ulgą.

— I bardzo dobrze. Ochłoniesz trochę.

Natasza spokojnie dodała:

— I zabiorę ze sobą mieszkanie.

Cisza.

Mrugnął kilka razy.

— Co?

— Złożę pozew o rozwód.

Lidia Pietrowna wybuchnęła śmiechem.

— Z powodu takiej głupoty?

Natasza spojrzała na nią.

— To nie z powodu głupoty.

Przeniosła wzrok na męża.

— To dlatego, że nigdy nie stajesz po mojej stronie.

Powiedział zdezorientowany:

— To nieprawda.

— Prawda.

Wzięła torebkę z krzesła.

— I wiesz co… jestem zmęczona.

Oleg nagle zaczął się denerwować.

— Natasza, czekaj.

Zatrzymała się.

— Co?

Powiedział cicho:

— Przecież nie mówisz poważnie o tym rozwodzie.

Długo na niego patrzyła.

I nagle zrozumiała jedną prostą rzecz.

On naprawdę nie wierzy, że ona jest zdolna odejść.

— Poważnie — powiedziała.

Postąpił bliżej.

— Wszystko naprawimy.

— Nie.

— Dlaczego?

Odpowiedziała bardzo cicho:

— Bo już dokonałeś wyboru.

Skarżył się wzrokiem.

— Co?

— Kiedy sprowadziłeś tu swoich rodziców bez mojej zgody.

Cisza ponownie wypełniła pokój.

Teściowa w końcu powiedziała:

— Oleg, nie słuchaj jej. Ona po prostu tobą manipuluje.

Ale Natasza już kierowała się do wyjścia.

— Natasza! — krzyknął mąż.

Odwróciła się.

— Tak?

— Pożałujesz tego.

Spokojnie odpowiedziała:

— Nie.

I wyszła.

Wtedy jeszcze nie wiedziała, że dwa dni później Oleg przyjedzie do niej w środku nocy.

Blady.

Zagubiony.

I powie jedno zdanie, od którego wszystko znów wywróci się do góry nogami:

— Natasza… mama sprzedała twoje mieszkanie.