— No popatrz na nią! Jaka wielka pani! My przyjechaliśmy z sercem, z prezentami, a
ona kręci nosem! Witia, kogo ty wychowałeś?

Głos Galiny dudnił w kuchni.
Elena ścisnęła skronie.
Święto zamieniło się w chaos.
— Galya, ciszej proszę, — powiedział Wiktor.
— Ola jest po prostu zmęczona.
— Zmęczona?! — krzyknęła Galina.
— A mój Stas? On pracuje i się uczy!
— A ta twoja pasierbica tylko się chowa i bierze cudze rzeczy!
Elena zamarła.
Znowu to samo.
Od kiedy Stas zamieszkał z nimi, wszystko się zmieniło.
Na początku był spokojny.
Potem zaczęły znikać rzeczy.
Najpierw pieniądze.
Potem kolczyki.
I znaleziono je… w plecaku Oli.
Ola miała szesnaście lat.
Cicha, delikatna.
— Mamo, ja tego nie wzięłam…
Ale Stas powiedział:
— Wujku, nie krzycz na nią. To wiek…
I Wiktor mu uwierzył.
Rodzina zaczęła się rozpadać.
A teraz przyjechali świętować.
Elena weszła do kuchni.
— Wystarczy, Galina, — powiedziała cicho, ale stanowczo.
— Nie ruszaj Oli.
— Mówię prawdę! — krzyknęła Galina.
— Ona jest złodziejką! Stas mówił, że znikały mu pieniądze!
W przedpokoju było słychać kroki.
To był Stas z psem.
— Mamo, tato! Wszystkiego najlepszego!
— Byliśmy na spacerze.
— Głupi pies…
Graf nie poruszył ogonem.
Położył się przy drzwiach Oli.
Jakby ją chronił.
— Co ty mówisz o zwierzęciu? — zapytał jego ojciec.
— Daj spokój, — odpowiedział Stas.
Przy stole panowała ciężka atmosfera.
Galina mówiła bez przerwy.
Wiktor pił.
Elena patrzyła.
Coś było nie tak.
Drzwi się otworzyły.
Wyszła Ola.
— No proszę, księżniczka, — prychnęła Galina.
— Powiedz chociaż „dziękuję”.
— Galina! — krzyknął Wiktor.
— Powiedz, że dziękujesz, że nie zgłosiliśmy cię na policję!
Ola zaczęła się trząść.
I wtedy stało się coś niespodziewanego.
Graf wstał.
Podszedł do kurtki Stasa.
Zaryczał.
Chwycił ją zębami.
I pociągnął.
Kurtka spadła.
A z niej…
Wypadło pudełko.
I plik pieniędzy.
Cisza.
Martwa cisza.
Pudełko się otworzyło.
W środku była złota цепочка.
Prezent Wiktora dla Eleny.
Ten, który „zniknął” dwa miesiące temu.
— Co to jest…? — szepnął Wiktor.
Stas pobladł.
— To… to mamy! Dała mi!
Galina otworzyła usta.
Ale Elena była szybsza.
Podniosła łańcuszek.
— Jest grawer, — powiedziała lodowato.
— „Dla ukochanej Leny od Witi”.
Cisza.
Wszyscy patrzyli na Stasa.
— Ona mi to podrzuciła! — krzyknął.
— Ta wariatka!
Wskazał na Olę.
I wtedy…
Graf stanął przed nią.
Zaryczał.
Zastąpił ją swoim ciałem.
Gotowy do ataku.
W jego oczach była wierność.
I gniew.
Stas cofnął się.
— Zwierząt nie da się oszukać, — powiedziała cicho Ola.
Graf spojrzał na nią.
I uspokoił się.
Elena poczuła łzy w oczach.
Pies widział wszystko.
I teraz powiedział prawdę.
— Ty… jesteś złodziejem, — powiedział Wiktor chrapliwie.
— Okradałeś nas i oskarżałeś dziewczynę?
— Witia! — krzyknęła Galina.
— To pomyłka! On chciał oddać!
— Milczeć! — głos Eleny przeciął powietrze.
Wstała.
Nie była już zmęczona.
Była silna.
— Słuchajcie mnie uważnie, — powiedziała wyraźnie.
— To mieszkanie jest moje.
— Kupiłam je przed ślubem.
— Wy tutaj nie jesteście nikim.
— Macie jedną opcję.
— Pakujecie się.
— Zabieracie swojego złodzieja.
— I wychodzicie teraz.
— Natychmiast.
— Zwariowałaś?! — krzyknęła Galina.
— Jesteśmy rodziną!
Wiktor podniósł głowę.
Spojrzał na Olę.
Spojrzał na żonę.
Spojrzał na Stasa.
— Wynoście się, — powiedział cicho.
— Co?!
— WYNOSIĆ SIĘ! — uderzył pięścią w stół.
— Zabierajcie go i znikajcie!
Galina zaczęła krzyczeć.
Zbierali rzeczy w pośpiechu.
Stas milczał.
Graf siedział i obserwował.
Gotowy bronić.
Drzwi się zamknęły.
Cisza.
Elena oparła się plecami o drzwi.
Nogi jej się ugięły.
— Lena… — powiedział cicho Wiktor.
— Przepraszam.
— Byłem głupcem.
Ola usiadła obok niej.
Graf położył głowę na jej kolanach.
— Mamo, — powiedziała spokojnie Ola.
— Znasz prawo bumerangu?
— W fizyce to trzecie prawo Newtona.
— Każde działanie ma reakcję.
— A w życiu…
— Prawda zawsze wychodzi na jaw.
Elena ją przytuliła.
Łzy płynęły.
— Jutro zmienimy zamki, — powiedziała.
— I Witia…
— Jeśli jeszcze raz zwątpisz w Olę…
— Nigdy więcej, — odpowiedział on.
Upadł na kolana obok nich.
Objął je.
Na zewnątrz wybuchały fajerwerki.
Stary Nowy Rok nadszedł.
Powietrze w domu było czyste.
Toksyczność zniknęła.
Po raz pierwszy…
Oddychali swobodnie.
Graf zamknął oczy.
Jego stado było bezpieczne.







