Sofia wróciła z pracy późno, około dziewiątej wieczorem.
Nogi bolały ją po całym dniu w biurze, w głowie krążyły niedokończone sprawy, a

jedyne, czego chciała — to przebrać się w domowe ubrania, zaparzyć herbatę i usiąść na kanapie z książką.
Otworzyła drzwi swojego trzypokojowego mieszkania, gdzie każda rzecz miała swoje
miejsce, gdzie panował porządek i przytulność, które Sofia tworzyła latami.
W przedpokoju przywitał ją przyjemny zapach świeżej kawy i stłumione dźwięki telewizora z salonu.
Sofia zdjęła buty, powiesiła płaszcz i skierowała się do kuchni.
Artemij siedział przy stole z filiżanką w rękach, patrząc gdzieś w okno.
Zobaczywszy żonę, podniósł głowę i uśmiechnął się nienaturalnie.
— Cześć. Jak minął dzień? — zapytał Artemij, ale jego głos brzmiał niepewnie.
— Strasznie się zmęczyłam, — przyznała Sofia, podchodząc do lodówki.
— Jutro mam prezentację, dziś cały dzień przygotowywałam materiały.
— Rozumiem, — kiwnął głową mąż i zamilkł, obracając w dłoniach pustą filiżankę.
Sofia nalała sobie wody, oparła się o blat i spojrzała na Artemija.
Coś było nie tak.
Przez dwa lata wspólnego życia nauczyła się czytać jego nastrój po najmniejszych sygnałach, a teraz było jasne, że coś go trapi.
— Co się stało? — zapytała wprost Sofia.
Artemij odstawił filiżankę, przetarł twarz dłońmi i westchnął.
— Słuchaj, jest taka sprawa… Dziś dzwoniła mama. U niej i u Poliny jest trudna sytuacja.
Sofia się spięła.
Alisa Michajłowna, teściowa, mieszkała w sąsiednim mieście razem z córką Poliną.
Widywały się rzadko, głównie w święta, i Sofia była z tego tylko zadowolona.
Relacje były neutralne, ale szczególnego ciepła między nimi nie było.
— Jaka sytuacja? — ostrożnie zapytała Sofia.
— No… pękła im rura w domu.
Poważnie pękła, cała łazienka zalana, woda weszła do sypialni.
Teraz pracuje ekipa, ale remont potrwa co najmniej trzy tygodnie.
Nie mają gdzie mieszkać.
Sofia milczała, przeczuwając, dokąd zmierza rozmowa.
— Mama zapytała, czy mogłyby u nas tymczasowo zamieszkać.
Na czas remontu, — kontynuował Artemij, nie patrząc żonie w oczy.
— Tylko trzy tygodnie, Sonio. Może nawet mniej.
— Artem, mamy trzy pokoje, ale…
— Wiem, że to niewygodne, — przerwał szybko mąż.
— Ale to moja rodzina.
Mama zawsze mnie wspierała, pomagała, kiedy było ciężko.
Polina to też moja siostra.
Nie mogę im odmówić w takiej sytuacji.
Sofia upiła łyk wody, zbierając myśli.
Mieszkanie było jej własnością, kupione jeszcze przed ślubem za pieniądze ze sprzedaży mieszkania babci i własne oszczędności.
Sofia włożyła duszę w ten dom — wybierała każdy detal wnętrza, ustawiała meble, tworzyła tę atmosferę, w której chciało się przebywać.
Myśl o tym, że w jej przestrzeń wkroczą obcy ludzie, nawet jeśli byli to krewni męża, budziła w niej ostry sprzeciw.
— Artem, nie wiem… Trzy tygodnie to długo.
A poza tym twoja mama nie jest zbyt… no wiesz, jaka jest.
— Jaka jest? — napiął się mąż.
— Normalna mama, jak wszystkie.
— Lubi wszystko kontrolować, wszędzie udzielać rad.
A Polina w ogóle…
— Co Polina?
Sofia westchnęła.
Nie chciała psuć relacji, ale też nie mogła milczeć.
— Pamiętasz zeszłorocznego Sylwestra?
Cały wieczór siedziała w telefonie, nawet gdy siedzieliśmy przy stole.
A potem o trzeciej w nocy włączyła prysznic i wszystkich obudziła.
Artemij wstał od stołu, podszedł do okna i odwrócił się do żony.
— Posłuchaj, to tymczasowe.
Tylko kilka tygodni.
Rozumiem, że cenisz swój porządek i przestrzeń, ale chodzi o moją rodzinę.
Naprawdę nie możesz pójść na ustępstwo?
Sofia przygryzła wargę.
Widziała, jak ważne jest to dla męża, jak bardzo się martwi.
Z jednej strony odmowa wyglądałaby egoistycznie.
Z drugiej — wszystko w niej się ściskało na myśl o trzech tygodniach z Alisą Michajłowną i Poliną pod jednym dachem.
— Daj mi czas do jutra, dobrze? — poprosiła Sofia.
— Potrzebuję czasu, żeby się z tym oswoić.
Artemij skinął głową, ale na jego twarzy widać było rozczarowanie.
Przez kolejne trzy dni rozmowy na ten temat nie ustawały.
Mąż znajdował różne preteksty, by do niego wracać.
To przy śniadaniu wspominał, jak bardzo martwi się jego mama.
To wieczorem pokazywał zdjęcia zalanego pokoju.
To opowiadał, jak niewygodnie Polinie mieszkać u koleżanki.
— Sonio, no co ci to szkodzi? — zapytał Artemij kolejny raz, gdy zmywali naczynia po kolacji.
— Mamy przecież pokój gościnny.
Prawie stoi pusty.
— To mój gabinet, — przypomniała Sofia.
— Czasem tam pracuję.
— Możesz posiedzieć przy kuchennym stole przez kilka tygodni.
To przecież nie na zawsze.
Sofia milcząco wycierała talerz, czując, jak kończy się jej cierpliwość.
Artemij nie ustępował, naciskał miękko, ale uparcie.
— Wiesz, moja mama zawsze mówiła o znaczeniu więzi rodzinnych, — kontynuował mąż.
— Że w trudnych chwilach bliscy powinni się wspierać.
Zawsze kierowałem się tą zasadą.
— Artem, rozumiem to. Ale…
— Ale co? Powiedz szczerze, co cię powstrzymuje?
Sofia odstawiła talerz i odwróciła się do męża.
— Powstrzymuje mnie to, że twoja mama lubi mówić innym, jak mają żyć.
Że twoja siostra nie umie liczyć się z cudzymi granicami.
Że boję się stracić spokój we własnym domu.
Artemij zmarszczył brwi.
— Przesadzasz.
Mama jest po prostu troskliwa, a Polina młoda, ma prawo być trochę lekkomyślna.
Ale przecież nie są twoimi wrogami.
— Nie mówię, że są wrogami. Po prostu…
— Po prostu nie chcesz iść na rękę mojej rodzinie, — uciął mąż i wyszedł z kuchni.
Sofia została przy zlewie, patrząc w okno na wieczorne miasto.
W środku narastało w niej poczucie winy zmieszane z uporem.
Dlaczego miała poświęcać swój komfort?
Dlaczego jej zdanie nie było brane pod uwagę?
Ale jednocześnie rozsądek podpowiadał — to naprawdę sytuacja tymczasowa, a odmowa może poważnie zaszkodzić relacji z mężem.
Czwartego dnia wieczorem Artemij wrócił do domu z bukietem jej ulubionych piwonii i pudełkiem czekoladek.
— Sonio, nie chcę, żebyśmy się przez to kłócili, — powiedział, podając jej kwiaty.
— Jesteś dla mnie najważniejsza.
Ale mama też wiele dla mnie znaczy.
Proszę, znajdź w sobie siłę, żeby się zgodzić.
Obiecuję, że nie będzie żadnych problemów.
Będę pilnował porządku, będę ci więcej pomagał w domu.
Tylko proszę, nie zmuszaj mnie do wyboru między tobą a matką.
Sofia wzięła bukiet, wciągnęła słodki zapach piwonii i zamknęła oczy.
Wybór między własnym komfortem a spokojem w rodzinie był trudny.
Ale widziała szczerość w oczach męża.
— Dobrze, — powiedziała cicho.
— Ale pod jednym warunkiem.
Chcę, żeby twoja mama i Polina rozumiały — to mój dom, moje zasady.
Czystość, porządek, szacunek do moich rzeczy.
Jeśli to zagwarantujesz — niech przyjadą.
Artemij objął ją i pocałował w głowę.
— Dziękuję, kochanie.
Nie pożałujesz, obiecuję.
Zorganizuję wszystko tak, że nawet nie zauważysz ich obecności.
Sofia chciała wierzyć tym słowom, ale niepokój nie znikał.
Alisa Michajłowna i Polina przyjechały w sobotę rano.
Sofia, przyzwyczajona spać do dziesiątej w weekendy, obudziła się przez domofon o wpół do ósmej.
Artemij zerwał się z łóżka i pobiegł otworzyć.
Sofia narzuciła szlafrok i wyszła do przedpokoju.
Przy drzwiach stały dwie kobiety otoczone walizkami, torbami i pudełkami.
Cztery ogromne walizki, trzy torby podróżne, kilka reklamówek i nawet jakieś pudełko z kwiatkiem.
— Sofia, dzień dobry! — powiedziała energicznie Alisa Michajłowna, wchodząc bez zaproszenia.
— Przepraszam, że tak wcześnie, ale pociąg był tylko o szóstej rano.
Artemij, pomóż siostrze z rzeczami.
Polina weszła za matką, ciągnąc różową walizkę na kółkach.
— Cześć, — rzuciła krótko i poszła w głąb mieszkania, jakby znała drogę.
Sofia stała i patrzyła, jak obie kobiety zdejmują buty i wieszają kurtki, zajmując całą przestrzeń.
— Macie pokój gościnny, prawda? — zapytała teściowa, rozglądając się.
— Pokażesz?
— Oczywiście, — odpowiedziała Sofia.
— Trzecie drzwi w korytarzu.
Artemij już wnosił walizki do środka.
Sofia chciała pomóc, ale teściowa ją powstrzymała.
— Syn sobie poradzi.
Ty, kochanie, mogłabyś zrobić herbatę?
Nic od rana nie jadłyśmy.
Sofia kiwnęła głową i poszła do kuchni, czując, jak narasta napięcie.
Pierwsze pięć minut — i już zaczęły się polecenia.
Do wieczora w sobotę Sofia zrozumiała, że jej obawy były na próżno.
Rzeczywistość okazała się znacznie gorsza.
Alisa Michajłowna i Polina zachowywały się nie jak goście, ale jak pełnoprawne gospodynie.
Teściowa zdążyła już poprzekładać naczynia w szafkach kuchennych, tłumacząc, że tak jest wygodniej.
Polina zajęła łazienkę na dwie godziny, robiąc maseczki, manicure i jakieś zabiegi.
Na podłodze zostały kałuże wody, a umywalka była ubrudzona kosmetykami.
Kiedy Sofia próbowała delikatnie zasugerować, że wypada po sobie sprzątać, Polina tylko machnęła ręką.
— Wyluzuj, potem posprzątam.
Ale „potem” nigdy nie nadeszło.
Sofia sama wszystko posprzątała.
Podczas kolacji teściowa krytycznie obejrzała przygotowane danie.
— A gdzie dodatek? — zapytała.
— Ziemniaki, makaron, coś?
— Staram się jeść mniej węglowodanów wieczorem, — odpowiedziała Sofia.
— Głupoty. Mężczyzna powinien dobrze jeść.
I poszła do kuchni gotować.
W niedzielę rano Sofia odkryła prawie pustą lodówkę.
Całe jedzenie zniknęło.
— Polina z mamą były głodne, — wyjaśnił Artemij.
— Zrobiły sobie kanapki.
— Tam było jedzenia na dwa dni!
— Nie wiedziały…
Sofia wyszła zdenerwowana do sklepu.
Kiedy wróciła, teściowa siedziała na kanapie.
— Masz ładowarkę do iPhone’a? — zapytała, nie odrywając wzroku od telewizora.
— Przynieś, proszę.
Sofia przyniosła ją w milczeniu.
Kolejne dni zamieniły się w koszmar.
Rzeczy były wszędzie.
Dom wyglądał jak akademik.
— Artem, porozmawiaj z nimi, — powiedziała Sofia.
— W ogóle się ze mną nie liczą.
— Wytrzymaj jeszcze trochę, — odpowiedział.
— Jeszcze półtora tygodnia.
Sofia nie wytrzymała.
— Wytrzymać?! Czuję się jak służąca we własnym domu!
Artemij się zdenerwował i wyszedł.
Sofia została sama.
W czwartek wróciła późno z pracy.
Przechodząc obok pokoju, usłyszała śmiech.
Zajrzała do środka — i zamarła.
Polina stała przed lustrem w jej zielonej sukience.
W tej samej, którą Sofia kupiła drogo.
— Jak mi pasuje! — mówiła Polina.
Sofia weszła do środka.
— Co ty robisz?!
— Ja tylko przymierzyłam…
— Wzięłaś ją bez pytania!
Do pokoju weszła teściowa.
— Nie rób problemu z powodu sukienki.
— To nie jest zwykła sukienka!
— Jesteś skąpa, — powiedziała teściowa.
I wtedy…
— Wszystko! Cyrk się skończył! Walizki — w ręce, drzwi — tam!
Zapadła cisza.
— Wynoście się z mojego domu. Teraz.
— Jak ty mówisz do mojej matki?! — oburzył się Artemij.
— Sofia, co ty robisz?!
— Ja? — Sofia odwróciła się do niego.
— Robię to, co ty powinieneś był zrobić!
— Postawić swoją rodzinę na miejscu!
— Ale ty wolisz zamykać oczy na ich bezczelność!
— Jaką bezczelność?
— To, że wykorzystują mój dom!
— To, że nie szanują niczego!
Teściowa wystąpiła do przodu.
— Jestem matką twojego męża.
— Mam pełne prawo tu być.
— W moim domu! — odparła Sofia.
— To mieszkanie jest moje!
— Kupiłam je przed ślubem!
— Ja decyduję, kto tu mieszka!
— Niewdzięczna jesteś, — syknęła teściowa.
— Sonio, uspokój się, — powiedział Artemij.
— Porozmawiajmy spokojnie.
— Nie ma o czym rozmawiać!
— Mam dość!
— Mam dość bałaganu!
— Braku szacunku!
— Waszego zachowania!
— Więc wybierz, — powiedziała Sofia.
— Albo jesteś po mojej stronie, albo po ich.
Artemij zamarł.
— To moja mama…
— Czyli wybrałeś, — powiedziała spokojnie Sofia.
— W takim razie wyjdź razem z nimi.
— Wszyscy.
— Wyrzucasz mnie z domu?!
— Tak.
— Nie jestem tu służącą.
— Wynoście się wszyscy.
Teściowa prychnęła.
— Chodź, Artemij.
— Zamieszkamy w hotelu.
Artemij stał nieruchomo.
— Macie pół godziny, — powiedziała Sofia.
Po pół godzinie wszyscy byli gotowi.
— Jeszcze tego pożałujesz, — rzuciła teściowa.
Sofia nie odpowiedziała.
Artemij zatrzymał się w drzwiach.
— Zadzwonisz do mnie?
— Idź już, — powiedziała zmęczona Sofia.
Drzwi się zamknęły.
Sofia została sama.
W domu panowała cisza.
Koniec.







