Autor: editor
Oksana Borisowna weszła do mojego mieszkania nie jak gość, ale jak komornik, który już mentalnie sprzedał mój fotel. Za nią dreptała Natalia, żując gumę.
— No i jaka morda, — beknął Wadim, wskazując palcem moje odbicie w lustrze w przedpokoju. — Jak u shar peia. Zamarłam. Drogi krem, który jeszcze pięć minut
— Aniu, tylko nie rób scen, my z Maksymem już wszystko ustaliliśmy, — głos teściowej był dziwnie wesoły. — Swieta ma teraz ciężko, chłopak ją zostawił
— Tego nie będziemy jeść. Walentina Pietrowna odsunęła talerz z pieczoną kaczką, jakby ta wydzielała trujące opary. Anna zamarła z łyżką w ręce, gotowa
— Masz taśmę mierniczą? Czy u ciebie są tylko pajęczyny w kątach? Gleb nawet nie zdjął butów. Wszedł do salonu w brudnych sneakersach, zostawiając na starym
— Umyj podłogi i wynoś się, psujesz nam święto. — Goście będą za godzinę, a wyglądasz, jakbyś tydzień nocowała na dworcu. Kira zamarła. Ciężka kryształowa
Nie wiedział, że dzień wcześniej poszłam do tego samego prawnika. — Przecież rozumiesz, Walentyno, że idę ci na rękę? — Oleg szerokim ruchem, z jakąś huzarską
Dwie godziny później przyjechał mój najemca. Teściowa zobaczyła go — i nogi się pod nią ugięły. — Aniu, tylko nie waż się robić awantury, ja z Maksymem
– Dasza, a mnie? Ja też chcę naleśnika. Marina zatrzymała się w korytarzu, nie dochodząc do kuchni dwóch kroków. Głos Poliny – jej starszej córki z pierwszego
Nie wiedziała, że za minutę rzucę jej klucze do mieszkania. Żeliwna brytfanna z duszoną wołowiną była tak ciężka, że grube łapki kuchenne nie pomagały









